YouTube o "ACTA2", czyli dwulicowość czerwonego giganta i jego właściciela

O dziwnym ruchu YouTube i ogólnej kondycji portalu, czyli poruszenie tematu ACTA2 w kontekście działań czerwonego giganta.


YouTube o "ACTA2", czyli dwulicowość czerwonego giganta i jego właściciela

22 października 2018 roku, CEO YouTube, Susan Wójciki, opublikowała na swoim kanale film dot. dyrektywy "ACTA2" (potoczna nazwa dla dyrektywy COM/2016/0593).

Wszystko ładnie i piękne. Klip bardzo ładnie wykonany i treściwy, jak i dobrze podsumowany m.in. przez to zdanie:

Ta propozycja może zmusić platformy takie jak YouTube by dopuszczać treści pochodzące tylko od małej liczby dużych przedsiębiorstw.
person standing near the stairs
Hunters Race / Unsplash

Niestety, pomimo słuszności idei filmu, którą w znacznym stopniu popieram, jak i całego tematu nowelizacji, uważam że materiał jest hipokryzją ze strony YouTube'a i obecnego właściciela serwisu - Google'a.

O co chodzi z tą całą dyrektywą?

Pozwolę sobie przytoczyć na dzień dzisiejszy brzmienie najbardziej kontrowersyjnych artykułów (druk jest dostępny tutaj) - 11. i 13.

Artykuł 11
Ochrona publikacji prasowych w zakresie cyfrowych sposobów korzystania

1. Państwa członkowskie zapewniają wydawcom publikacji prasowych prawa przewidziane w art. 2 i art. 3 ust. 2 dyrektywy 2001/29/WE w zakresie cyfrowych sposobów korzystania z ich publikacji prasowych.            

2. Prawa, o których mowa w ust. 1, nie naruszają jakichkolwiek przewidzianych w prawie Unii praw autorów i innych podmiotów praw w odniesieniu do utworów i innych przedmiotów objętych ochroną zawartych w publikacji prasowej, i nie mają na te prawa żadnego wpływu. Na prawa te nie można się powoływać przeciwko autorom i innym podmiotom praw, a w szczególności na ich podstawie nie można pozbawiać autorów i innych podmiotów praw ich prawa do eksploatacji swoich utworów i innych przedmiotów objętych ochroną niezależnie od publikacji prasowej, w skład której wchodzą te utwory lub przedmioty.            

3. W odniesieniu do praw określonych w ust. 1 stosuje się odpowiednio art. 5–8 dyrektywy 2001/29/WE i dyrektywy 2012/28/UE.            

4. Prawa, o których mowa w ust. 1, wygasają 20 lat po opublikowaniu danej publikacji prasowej. Termin ten liczy się od dnia pierwszego stycznia roku następującego po dacie opublikowania.  
Artykuł 13                  
Korzystanie z treści chronionych przez dostawców  usług społeczeństwa informacyjnego polegających na przechowywaniu i  zapewnianiu publicznego dostępu do dużej liczby utworów i innych  przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez użytkowników.
           
1. Dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego, którzy przechowują i zapewniają publiczny dostęp do dużej liczby utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez swoich użytkowników, we współpracy z  podmiotami praw podejmują środki w celu zapewnienia funkcjonowania umów zawieranych z podmiotami praw o korzystanie z ich utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną bądź w celu zapobiegania dostępności w swoich serwisach utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zidentyfikowanych przez podmioty praw w toku współpracy z dostawcami usług. Środki te, takie jak stosowanie skutecznych technologii rozpoznawania treści, muszą być odpowiednie i proporcjonalne. Dostawcy usług przekazują podmiotom praw adekwatne informacje na temat funkcjonowania i wdrażania środków, a  także, w stosownych przypadkach, adekwatne sprawozdania na temat rozpoznawania utworów i innych przedmiotów objętych ochroną oraz korzystania z nich.            

2. Państwa członkowskie zapewniają wdrożenie przez dostawców usług, o których mowa w ust. 1, mechanizmów składania skarg i dochodzenia roszczeń, które są dostępne dla użytkowników w  przypadku sporów dotyczących stosowania środków, o których mowa w ust. 1.            

3. W stosownych przypadkach państwa członkowskie ułatwiają współpracę między dostawcami usług społeczeństwa  informacyjnego a podmiotami praw poprzez dialog zainteresowanych stron w  celu określenia najlepszych praktyk, takich jak odpowiednie i  proporcjonalne technologie rozpoznawania treści, biorąc pod uwagę m.in. charakter usług, dostępność technologii i ich skuteczność w świetle rozwoju technologii.            

I w sumie o to w głównej mierze toczy się cały bój, lecz warto zauważyć, kto po jakiej stoi stronie. Idealnie obrazuje to poniższa grafika.

Leonhard Dobusch / Freie Universität Berlin

Chwytliwa nazwa, to fakt, ale chodzi o nowy rodzaj praw pokrewnych dla wydawców prasy. Chodzi o to, aby wydawcy mogli zarabiać nawet na udostępnianiu bardzo krótkich fragmentów tekstów, takich jak nagłówki czy nawet tytuły. W praktyce np. wyszukiwarki prezentujące nagłówki miałyby odprowadzać opłaty za treści na rzecz autora danej treści lub jego reprezentanta. Bardzo specyficzny sposób zarobku, a wręcz zabójczy, czego przykładem może być Hiszpania i prosta reakcja Google'a - ograniczenie usług na terytorium tego kraju (więcej tutaj). Nie muszę tłumaczyć takich oczywistości, że przez to zamiast zwiększyć się wpływy wydawców, tylko i wyłącznie się zmniejszyły.

Automatyzacja detekcji treści

Rozwiązanie to funkcjonuje obecnie, niestety, jest ono wadliwe. Za przykład możemy podać właśnie YouTube, co jest opisane m.in. w tym wpisie w serwisie www.dobreprogramy.pl. Jak widać, na to musiałyby zostać przeznaczone jeszcze większe środki niż obecnie, a i tak nie byłoby możliwe uniknięcie błędów, zwłaszcza przy takiej skali jaką operuje Google.

Ale co do tego ma ten kolos?

Otóż dużo. Jak podlinkowałem wcześniej, YouTube nie posiada doskonałego rozwiązania dot. filtrowania treści, które jednocześnie wpływa na monetyzacje zawartości, dzięki czemu twórcy są odcięci od dopływu pieniędzy za swoją pracę, przez co muszą skłaniać się do takich rozwiązań jak profil w serwisie Patronite. Czarę goryczy jednak przelewa to, że nie widać w tym zakresie żadnej poprawy, a wręcz swego rodzaju regres - zamknięcie na społeczność. Fakt faktem, firma musi zarabiać, a w swojej niszy są monopolistami, jednak to wszystko odbywa się kosztem społeczności twórców, która generuje zawartość jak i zysk.

Nie widzicie tu pewnej hipokryzji? Ja ją dostrzegam. I nie chodzi o chęć zmiany, tylko zabranie się za to w nieodpowiedni sposób - nie od podstaw, tych właśnie, które jak wyżej wspomniałem, szkodzą społeczności.

Chcesz wiedzieć więcej? Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze.