Bój o autokefalię Czarnogóry

Walka o de facto wolność metropolii czarnogórsko-nadmorskiej toczy się bardzo brutalnie.


Bój o autokefalię Czarnogóry

Kościół prawosławny jest od wieków podzielony na autonomiczne i regionalne - autokefaliczne - regiony. Od wieków obserwowaliśmy proces centralizacji (wokół carskiej Rosji), jednak po wielu latach kolejne państwa uzyskują religijną quasi-niepodległość. Pod koniec 2018 roku uczyniła to Ukraina, separując się od prorosyjskiej Cerkwi Moskiewskiej, natomiast dziś niesamowicie ciężki bój o niezależność od kościoła serbskiego toczy Czarnogóra.

Walka o de facto wolność metropolii czarnogórsko-nadmorskiej toczy się bardzo brutalnie. Serbscy zwierzchnicy silnie dławią i sabotują każde w nich wymierzone działanie władzy. Co gorsza, należy przyznać, że nierzadko dostojnicy Cerkwii Belgradzkiej realizują plany i umacniają wpływy wschodniego sąsiada Montenegro, czyli Republiki Serbii. Wydatnie to widać w działaniach Serbskiego Kościoła Prawosławnego, który odpowiada na żądania swoich wiernych... ale tych nad Dunajem. Serbowie nie pogodzili się z zerwaniem unii i deklaracją niepodległości Czarnogóry, toteż prowadząc działalność na jej terenie, popi i duchowni notorycznie, wręcz systemowo podważają suwerenność polityczną, gospodarczą, a w szczególności społeczną południowego sąsiada Serbii. Z perspektywy Polski jest to błahostka, natomiast w społeczeństwach obu państw bałkańskich ten problem nawarstwiał się przez 13 lat, stając się na tyle poważny, że głos zabrał sam prezydent kraju, którego te sprawy dotyczą. Milo Đukanović jasno stwierdził, że będzie dążył do samodzielności religijnej Czarnogóry. Władze nadmorskiej republiki nie poprzestały na deklaracjach - rozpoczęły program wydalania 50 serbskich dostojników kościelnych. Dotychczas trzydziestu duchownych zostało zmuszonych do opuszczenia metropolii czarnogórsko-nadmorskiej, a dwudziestu innych w najbliższym czasie czeka podobny los.

Czarna
Źródło: seetheworld.pl

Metody te jednak są niezgodne z prawem. Dotychczas czarnogórskie MSZ przyznawało prawo czasowego pobytu popom w celu pełnienia posługi kapłańskiej. Jednak od czasu ogłoszenia prób przywrócenia autokefalii zgody na przebywanie w Republice Montenegro są skracane, a w wyżej opisanych przypadkach nawet likwidowane. Z decyzjami władz państwa nie zgadzają się hierarchowie kościelni, którzy oficjalnie twierdzą, że podjęte działania to jawny przykład prześladowania kościoła. Tym bardziej zaznaczają fakt, że w przypadku obecności serbskich duchownych nie zmieniły się żadne przepisy prawne, które upoważniałyby rząd Czarnogóry do wydalania kapłanów. Dostojnicy z Belgradu wejdą na drogę sądową, a także będą robić wszystko, aby sabotować działania administracji, póki mają "monopol na wiarę".

A owy monopol jest nie lada trudny do złamania. Ponad 400.000 mieszkańców Montenegro pozostaje wierny Patriarchatowi Serbii, natomiast reszta, 50.000 stanowi niekanoniczny Kościół Czarnogórski. Ten drugi powstał w 1993 roku, jednak z powodu Federacyjnej Republiki Jugosławii, a następnie Republiki Serbii i Czarnogóry, miał bardzo utrudnione działanie i brak szans rozwoju. Dalej warto wspomnieć, że Czarnogórcy stanowią mniejszość w swoim własnym państwie, co zdecydowanie komplikuje sprawę. Oliwy do ognia mogą dolać muzułmanie, którzy obecnie żyją w harmonii, jednak ich liczba nieustannie powiększa się, co może spowodować konflikt religijny.

Monaster_Mora-a_B1_-5-
Źródło: Wikipedia

Serbska Cerkiew jest agresywna nie tylko w stosunku do swoich sąsiadów, ale nawet innych państw prawosławnych. Można rzec, że częściowo realizuje ona plan Rosji co do Bałkan, gdyż największym sojusznikiem Belgradu jest radykalnie rusofilska Cerkiew Moskiewska. W 2018 roku Patriarcha Serbii nie uznał nadania autokefalii Ukrainie, co spotkało się z bardzo dużą krytyką opinii publicznej. Nawet głowa kościoła prawosławnego zabrała głos w tej sprawie. Patriarcha Bazyli stwierdził, że Cerkiew Serbska sama toczyła walkę o niezależność, jej najstarsi wierni znają trudy uzyskiwania autonomii, natomiast po zdobyciu autokefalii zaczęła negować decentralistyczne dążenia innych. Dlatego jako Patriarcha Konstantynopola będzie żywo wspierał ruchy niezależnościowe i nie powstrzyma się przed nadaniem quasi-wolności metropolii czarnogórsko-nadmorskiej.

Problem autokefalii Czarnogóry to nie tylko problem maści stricte religijnej, ale również społecznej. Rząd stara się uciąć wszystkie więzi łączące Montenegro z Serbią, również i uciążliwy dla mieszkańców tego państwa Patriarchat Serbii. Natomiast Serbia chce obronić zarówno pokaźną mniejszość narodową Serbów, jak i utrzymać dawne wpływy w postaci religii sobie podległej. Oba kraje są silnie zdeterminowane, aby przeforsować swoje racje, co dodatkowo zaognia konflikt.

Cetinje_monastery
Źródło: Wikipedia

Decyzje władz Czarnogóry z pewnością należą do tych brutalnych, nie łagodzą konfliktu, nie mają pokrycia w prawie stanowionym. Jednak zdaniem władz Montenegro jest to próba ukrócenia wpływów serbskich, a w dalszej mierze również i rosyjskich. Czy ten konflikt jest więc tylko grą wartą świeczki? Nie, ponieważ autokefalia metropolii czarnogórsko-nadmorskiej to część dziejowego sporu, powstałego już w 1919 roku, sporu, gdzie tylko jedna strona może zwyciężyć. Kto więc ma rację? Ocenę pozostawiam Wam, drodzy czytelnicy.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji

Zapraszamy na nasz profil na Patronite.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO