Chce zakończyć monopol dwóch stronnictw rządzących gminą. Wywiad z Anetą Stępniak (l. 21), niezależną kandydatką na radną

Jest studentką na UW, ma 21 lat i od urodzenia jest mieszkanką gminy Pniewy (pow. grójecki). W obliczu wyborów samorządowych postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.


Chce zakończyć monopol dwóch stronnictw rządzących gminą. Wywiad z Anetą Stępniak (l. 21), niezależną kandydatką na radną

Jest studentką na UW, ma 21 lat i od 16 lat jest mieszkanką gminy Pniewy (pow. grójecki). W obliczu wyborów samorządowych postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

Podczas gdy jej rówieśnicy kandydujący w wyborach samorządowych zasili partie polityczne, który przy dużym wysiłku marketingowym zapewniły młodym osobom rozgłos i materiały wyborcze, oraz załatwiły za nich wszystkie formalności, Aneta Stępniak wzięła się za wszystko sama.

Pochodzi z małej miejscowości, gdzie niewiele młodych osób decyduje się na jakąkolwiek działalność polityczną. Do tego jak się dowiadujemy jest na liście portalu Queer.pl kandydatów popierających środowiska LGBTQ+

Rozmawiałem z prawdopodobnie najciekawszą, postępową, nowoczesną kandydatką w wyborach samorządowych wśród młodego pokolenia.

I.B. Dlaczego zdecydowałaś się na kandydowanie?

A.S. Ponieważ w mojej gminie od lat konkurują ze sobą dwa stronnictwa. Nie ma opcji C, i nie było nikogo, kto w tym roku mówiłby głośno o tym, że chce przełamać ten polityczny marazm. Ludzie potrafią narzekać, ale nie działają. Potrzebny jest ktoś, kto się odważy zaryzykować, zrobić coś, co wielu wydaje się szalone.
Nie ukrywam, że do kandydowania ostatecznie przekonała mnie rozmowa z grupą znajomych. Było potrzebne, by moje przemyślenia nabrały realnej formy – a tą okazało się zadane wprost pytanie o to, czy kandyduję. Teraz jestem pewna tego, co robię. Wiem, co chcę zrobić w gminie i tego się trzymam. To najlepsza motywacja.

I.B. Co chcesz zmienić?

A.S. Kandyduję z listą konkretnych rzeczy, które moim zdaniem należy zmienić. Jest to między innymi utworzenie publicznego transportu czy mającej realny głos w gminie rady młodzieżowej. To są konkrety, tego moim zdaniem potrzeba na moim terenie. Jeśli chodzi o rzeczy bardziej ogólne, ale równie ważne – chcę doprowadzić do tego, by decydujący głos mieli mieszkańcy. Dążę do aktywizacji różnych grup wiekowych. Chciałabym, by ludzie byli świadomi swoich obywatelskich praw, by potrafili i przede wszystkim chcieli z nich korzystać. Czasem jest tak, że istnieją narzędzia – mamy na przykład budżet obywatelski – ale ironią losu jest to, jak mało osób bierze udział w głosowaniu, o zgłaszaniu projektów nie wspominając. Chcę być radną dla ludzi, pokazywać, że da się być politykiem uczciwym i otwartym. Rozmawiam z mieszkańcami, pytam, czego potrzebują. Na każdej ulotce, którą wręczam, jest mój adres mailowy, zachęcam ludzi, by zgłaszali swoje pomysły. Jeśli wygram wybory, będę przedstawiać te projekty na sesjach rady gminy. Nie obchodzi mnie władza jako taka. Szczerze – nie wiem nawet, ile zarabia radny. I to jest moim zdaniem najważniejsza zmiana, jaka powinna się dokonać w naszym kraju: żeby do rad i sejmu dostawali się ludzie, którzy chcą reprezentować obywateli, a nie nimi rządzić.

I.B. Czy nie boisz się stojących przed Tobą wyzwań?

A.S. Boję się, jak każdy. Jestem zwykłą dziewczyną, która mniej-więcej od sierpnia wkracza w obcy dla niej świat. Piszę to z premedytacją, bo wydaje mi się, że największa blokada przed kandydowaniem, to strach przed tym, że się czegoś nie wie. Tymczasem wiedza jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy czas i zaangażowanie. Z całych wyborów,  najbardziej boję się wypełniania dokumentów. To jest specyficzny język, szeregi tabelek, nad którymi trzeba się skupić. Na szczęście zwykle można liczyć na pomoc ze strony urzędników. Ogromnym wyzwaniem jest też to, że rozmawiając z ludźmi, nie możesz mieć gorszego dnia. Musisz coś sobą reprezentować, uśmiechać się, być pewnym siebie. Myślę natomiast, że jeżeli faktycznie zostanę radną, będzie mi łatwiej, bo dostanę pewnego rodzaju mandat zaufania i więcej możliwości działania. Więc, podsumowując: tak, boję się, ale, jak to mądrze ujął Mark Twain: odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu.

I.B. Co powiedziałabyś młodym ludziom zastanawiającym się nad kandydowaniem i aktywnym uczestnictwie w życiu politycznym?

A.S. W pierwszej kolejności dałabym im kartkę z cytatem z pewnej facebookowej grupy. Ktoś ustawił w tle taki napis: ludzie, którzy uważają, że czegoś nie da się zrobić, nie powinni przeszkadzać tym, którzy właśnie to robią. Powiesiłam go sobie przy biurku w ramach motywacji. Oni powinni go nosić przy sobie i pokazywać każdemu, kto im mówi, że „się nie da”.
Poza tym, chciałabym powiedzieć, że warto się angażować w życie polityczne. Mówi się, że jeden człowiek niewiele zmienia, ale magia społeczeństwa polega na tym, że każda zmiana musi się zacząć właśnie od tej jednostki, która zarazi inne swoją ideą. Najważniejsze, żeby nie kończyć na narzekaniu. To jak z chorobą: nie można poprzestać na diagnozie, trzeba szukać lekarstwa. Poza tym, tak konkretnie do młodych: nigdy nie dajcie się marginalizować. Nie wchodźcie w układy z partiami, w których rządzą starzy, bo nigdy nie będziecie mieć w nich niczego do powiedzenia. Jeżeli macie pomysły, jesteście mądrzy i chcecie zmieniać świat, to go zmieniajcie z podobnymi sobie, a nie z ludźmi, którzy potrzebują was tylko po to, by w otoczeniu waszych młodych twarzy lepiej wyglądać na wiecu.

Bądź z nami na bieżąco: polub i obserwuj nas. Jesteśmy również na Twitterze.