Co gra, a co nie gra w Unii?

Już za dwa tygodnie wybory do europarlamentu. To idealny czas, by porządnie się zastanowić – co powinniśmy zmienić w Unii?


Co gra, a co nie gra w Unii?

Wybory do Parlamentu Europejskiego zbliżają się nieubłaganie, bo już za dwa tygodnie Europejczycy ruszą do urn. W poniższym artykule nie chcę się jednak zastanawiać nad tym, kto będzie "rządził" Unią, jak rozłożą się głosy czy jak będą wyglądać przyszłe sojusze. Chciałbym bardziej pomyśleć nad tym, co w Unii warto byłoby zmienić, by była organizacją przyjazną dla zwykłych ludzi. Ostrzegam – piszę ten artykuł z punktu widzenia liberalnego lewicowca, choć sądzę, że pod moją "krytyką" będą mogli się podpisać ludzie o najróżniejszych poglądach politycznych.

Na początek chciałbym wyjaśnić, że nie uważam, jakoby Unia była zbiorem instytucji dramatycznie złych, które jak starają się wmówić nam pewne środowiska, całkowicie niszczą przedsiębiorczość i depczą wolność. Przyjmując perspektywę samej Polski, ogólne warunki życiowe poprawiły się – czy to przez swobodny przepływ kapitału, ludzi i towarów; czy przez liczone w miliardach dotacje. Gdy w maju, 2004 roku zostaliśmy świeżo upieczonym państwem członkowskim UE, byliśmy kompletnie innym krajem niż teraz – wszystko to na plus.

Patrząc na sytuację bardziej ogólnie, bo na całą Europę – od początków skrupulatnego budowania integracji europejskiej, na terenie Unii nie było żadnych tarć czy konfliktów zbrojnych. O pokoju i zgodzie może mówić każdy, bo to wartości pożądane przez wszystkich i takie, które można z łatwością wypisać na sztandarach. Jednak faktyczne zaprowadzenie pokoju i zgody to zadanie trudniejsze, a UE się to póki co udaje. Państwa ze sobą współpracują, co prowadzi do dalszego rozwoju.

Mimo wszystko, nie powinniśmy popadać w obsesyjną miłość do Unii. To jeden z wielu błędów, które ekipa zebrana wokół Platformy popełnia – często są wręcz zaślepieni tym, ile dała nam Unia, nie dostrzegając wszystkich tych usterek, które jeszcze przeszkadzają w zrobieniu z Europy idyllicznej krainy. A tych trochę jest.

Przede wszystkim warto byłoby zadbać o demokrację. To dość zabawne, bo to często organy unijne narzekały na jej jakość w państwach takich jak Polska czy Węgry. Nie staram się tu oczywiście przemycić narracji sugerującej, że Orbán lub Kaczyński są piewcami parlamentaryzmu, ale warto wiedzieć, że ludzie, których wybieramy do europarlamentu tak naprawdę nie stanowią prawdziwej władzy. Prawdziwa władza leży w rękach Komisji Europejskiej.

Przewodniczący Komisji Europejskiej, Jean-Claude Juncker.

O funkcjonowaniu tego systemu pisał już Janis Warufakis, grecki ekonomista. Nasz wpływ na funkcjonowanie Unii jest iluzoryczny, bo parlament jest tylko od przyklepywania. Wszystkim zajmują się komisarze wybrani przez Radę Europy, czyli premierów czy prezydentów poszczególnych państw. Oni jedni mają inicjatywę ustawodawczą, ustalając tak właściwie kierunek polityki. A to trąci bardziej upośledzoną technokracją, niżeli demokracją z prawdziwego zdarzenia, przez co łatwo tam o korupcję.

Idąc dalej – w obliczu takiej sytuacji geopolitycznej, przeciw której musimy się mierzyć, Unia powinna również dążyć do jeszcze głębszej integracji, nie zważając na głosy oburzonych radykałów. Europa przestała być już centrum świata, które zawsze będzie sobie radzić, zwłaszcza jako grupa rozdrobnionych państewek. Niekoniecznie chodzi o budowę państwa federacyjnego, aczkolwiek polityka zagraniczna powinna być bardziej zdecydowana, państwa powinny być ze sobą bardziej solidarne. Zewsząd otaczają nas mocarstwa, przy których blada jest Polska, Szwecja, Francja czy Niemcy osobno, ale które znaczą więcej zjednoczone. To prosta prawda.

Ważnym jest także ochrona środowiska. Niedawno mogliśmy przeczytać raport ONZ, z którego płynęły dość pesymistyczne wnioski – czeka nas biologiczna zagłada, jeśli się porządnie nie ogarniemy. A mamy mało czasu. Niektórzy wskazują, że Europa już odbębniła swoją robotę i idziemy w dobrą stronę. Wciąż jednak powinniśmy starać się stać neutralnymi dla klimatu, być może kosztem suwerenności niektórych państw. Abstrahując nawet od globalnego ocieplenia – w samej Polsce rocznie ginie wciąż prawie 50 tys. osób przez zanieczyszczone powietrze, o czym pisałem już kiedyś.

Istnieje także parę pomniejszych problemów, nad którymi powinniśmy się zastanowić czyli przykładowo prawo, które bywa nierozsądne i zamiast pomóc ludziom się rozwijać, blokuje ich możliwości. Mimo wszystko, nie powinniśmy opuszczać Unii, a spróbować ją reformować. Jako organizacja zrzeszająca większość europejskich państw ma wielki potencjał, który już teraz jest częściowo wykorzystany. Dlatego – mimo, że zabrzmi to jak prawdopośrodkizm; sądzę, że powinniśmy odrzucić zarówno eurosceptyków, jak i nadmiernych entuzjastów pokroju KE i dążyć do rozważnych zmian.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

ZOSTAŃ PATRONEM

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO