Dlaczego zamiast opluwać Marksa powinniśmy stawiać mu pomniki

Wyobraź sobie, że jesteś mieszkańcem Londynu albo Liverpoolu w pierwszej połowie XIX wieku. Jesteś mężczyzną i masz 31 lat oraz żonę i czwórkę dzieci na utrzymaniu.


Dlaczego zamiast opluwać Marksa powinniśmy stawiać mu pomniki

Wyobraź sobie, że jesteś mieszkańcem Londynu albo Liverpoolu w pierwszej połowie XIX wieku. Jesteś mężczyzną i masz 31 lat oraz żonę i czwórkę dzieci na utrzymaniu. Twoja żona, Alice, szczęśliwie zaszła w ciąże po raz szósty. Piąte dziecko niestety poroniła z powodu niedożywienia, które ściągnęła na wasze domostwo niższa pensja niż zwykle spowodowana "kryzysem". Nikt Ci nigdy nie objaśniał czym dokładnie ten kryzys jest, ale wiesz, że gdy tylko zabrzmi owe słowo klucz, to od razu wiadomo, że robi się nieprzyjemnie.

Wyobraź sobie, że jesteś mieszkanką Londynu albo Liverpoolu w pierwszej połowie XIX wieku. Jesteś młodą kobietą i ledwo ukończyłaś 31 rok życia, a niedługo urodzisz swoje piąte dziecko. Twój mąż, Peter, pracuje w lokalnej fabryce produkującej silniki. Nie on jedyny jednak pracuje w pocie czoła całe dnie. Twój pierworodny, James, od roku już zatrudniony jest w oddalonej kilka minut spacerem fabryce tekstyliów. Ma już 11 lat, więc zgodnie z zaleceniami The Royal Commission może pracować maksymalnie pół doby. I tak też robi. Ty zaś, przez cały swój czas siedzisz w domu i opiekujesz się Sue, Patricią oraz Waynem. Dodatkowo pierzesz, gotujesz, sprzątasz, robisz zakupy oraz starasz się zadowalać swojego zmęczonego życiem męża jak tylko możesz. I choć Twoja praca również wlicza się w koszta budżetu domowego oraz podobnie jak praca Petera oddziałuje ona na gospodarkę, to nie dostajesz za swoją tułaczkę nawet 1% z prawdziwej wypłaty. Nie dostajesz nic.

Teraz wróćmy do XXI wieku. Jest 14 marca 2019 roku. Sytuacje wymienione w opisanych przeze mnie powyżej fragmentach wydają się być kuriozalne i niemożliwe. Ludzie nie mają przecież już piątki potomstwa w wieku 31 lat. Ludzie, a przynajmniej ci w Londynie, w większości nie pracują przecież po 12 godzin dziennie, a tym bardziej nie robią tego dzieci. No i jak to, osoba zajmująca się tylko i wyłącznie domem oraz niebędąca nigdzie zatrudniona na stałe nie dostaje żadnego zasiłku? Witamy w rzeczywistości, z jaką mierzył się Karol Marks.

Choć nazwanie filozofa z Trewiru osobą przeciążającą się fizycznie jest niemałym nadużyciem, to nie o to w tym wszystkim chodzi. Marks nie był proletariuszem z prawdziwego zdarzenia, który przez pierwsze pół dnia wbijał gwoździe młotem, a przed drugie pół dnia kosił pola sierpem. Marks był osobą, która całej tej produkcji przemysłowej się przyglądała.

Czym jest marksizm?

Trudno chyba znaleźć inne słowo w języku polskim, które budziłoby tak wiele negatywnych odczuć jak właśnie marksizm, tudzież komunizm, tudzież socjalizm, tudzież jakakolwiek inna ideologia, która wyrosła na bazie filozofii Karola Marksa.

Czym jest to spowodowane? Czynników jest wiele, a należą do nich na pewno antykomunistyczna propaganda, której w dzisiejszej debacie politycznej nie brakuje, wspomnienia z ciemnych lat Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, która przecież na każdym kroku starała się podkreślać fakt, że jest państwem socjalistycznym, a także zwykła niewiedza. Nie sądzę, aby wielu polskich (ale także zagranicznych) sceptyków wobec Marksa i jego ideologii potrafiła zdefiniować dokładnie czym jest marksizm, jakie ma fundamenty filozoficzne, ekonomiczne oraz jaki model społeczeństwa stara się przeforsować. Dzisiaj, w epoce post-prawdy i wszechobecnej dezinformacji, bardzo łatwo sprzedać ludziom definicję spłaszczoną, sprowadzoną do absurdu oraz przeinaczoną. I taką właśnie definicją posługują się polskie media liberalne i prawicowe.

Marksizm jednak, na przeciw definicjom zaczerpniętym z Frondy czy innego Najwyższego Czasu, wcale nie zakłada potężnego wzrostu podatków (bo nie zakłada podatków w ogóle), wcale nie polega na rozwiązłości seksualnej wśród nieletnich, a także nie jest tym, co prawicowi publicyści nazywają "marksizmem kulturowym", bo marksizm kulturowy nie istnieje i był jedynie synonimem wszystkiego, co niefaszystowskie w propagandzie III Rzeszy.

Filozofia Marksa to w głównej mierze materializm dialektyczny. Przyjął w swoim systemie rozważań trzy tezy skonstruowane przez G.W.F Hegla, czyli: alienację, reifikację i dialektykę. Zaadaptował on na swoje potrzeby pojęcie dialektyki, aczkolwiek odrzucił jednak heglowski idealizm kontynuując materialistyczne idee Ludwika Feuerbacha. Na tej bazie myśliciel z Trewiru zbudował bardzo rozbudowany system historiozoficzny, w którym podkreślił deterministyczny charakter przemian społecznych na przestrzeni dziejów. Jego zdaniem, kolejne formacje społeczne zachodziły po sobie w poniższy sposób:

wspólnota pierwotna –> niewolnictwo –>  feudalizm –>  kapitalizm –> socjalizm -> komunizm

Marksizm ekonomiczny zaś, czyli poglądy Marksa na sprawy gospodarczo-społeczne, opiera się głównie na antykapitalizmie. Co to oznacza? To znaczy, że sprzeciwiał się on tym wszystkim sytuacjom, które opisane zostały przeze mnie w pierwszej części tego artykułu. To znaczy, że sprzeciwiał się zyskom małej grupki ludzi kosztem mas społecznych uciskanych nie tylko przez państwo samo w sobie, ale także przez rynek, którego byli członkami. Marks swoich rozważań dotyczących laborystycznej teorii wartości nie wziął znikąd. Na kalce filozofii znanego i szanowanego w liberalnych kręgach Adama Smitha stworzył swoją, z której wykreślił chociażby postać pracodawcy, którego nazwał osobą zbędną w procesie produkcji, skoro i tak stoją za nią robotnicy.

Wbrew temu co sprzedają nam liberałowie i prawicowcy, Marks wcale nie umniejszał udziału kapitalistów w rozwoju społecznym. Ba, uważał nawet, że tak szybko dziejące się zmiany (mowa tu o rewolucji przemysłowej) są zasługą w głównej mierze burżuazji, która dzięki swoim potężnym środkom finansowym mogła zainwestować w ulepszenia i przyspieszyć produkcję. Nazywał on burżuazję najbardziej rewolucyjną klasą w historii świata. Problemem jednak z nimi jest to, że coraz więcej pieniędzy wydają w nowe inwestycje, będące dla nich źródłem dochodu, a coraz mniej w pracę. Podobnie jest zresztą u Marksa z kapitalizmem. Filozof z Trewiru nie był głupi i zdawał sobie dobrze sprawę z tego, że żaden dotychczasowy system gospodarczy nie pozwolił na tak gwałtowny rozwój przemysłu. Problemem i największą bolączką gospodarki rynkowej, na którą wskazywał Marks, były jednak wahania koniunkturalne, które z natury rzeczy doprowadzały do recesji. Ta zaś największą czkawką odbijała się klasie pracującej.

Wiele z tych tez można znaleźć nawet w dzisiejszej debacie politycznej na tematy gospodarcze. Wahania koniunktury spowodowane spekulacjami i dmuchaniem tzw. baniek, które ostatecznie pękają i powodują mniejsze lub większe zapaści gospodarcze są normą w dzisiejszym świecie, czego najlepszym przykładem jest nie tak odległy rok 2008. Zmiany w statusie społecznym warstw pracowniczych Europy także nie zostały wygenerowane samoistnie przez rynek. Są efektem sformułowanego przez Marksa prawa dialektyki - drobne, skumulowane zmiany powodują ostatecznie przesilenie. Tym przesileniem może być oczywiście rewolucja, jakich na przestrzeni ostatnich 150 lat było mnóstwo, ale także wprowadzenie w życie pakietu ustaw poprawiających status majątkowy pracowników najemnych oraz ułatwiających egzystencję najbiedniejszych.

Czy rewolucje robotnicze, o których pisał Marks są zatem jego dziełem?

Oczywiście, że nie. Marks nie był pierwszym, który nie zgadzał się z ówczesnymi standardami życia. Nie był pierwszym, który swoją filozofią chciał zmieniać świat. Mało tego, sam w żadnej rewolucji bezpośrednio udziału nie brał. Czystą głupotą jest zatem obwinianie go o setki tysięcy ofiar jednego czy drugiego reżimu, który zasłaniał się ideologią marksistowską. Na tej samej podstawie powinniśmy odrzucać cały dorobek Platona, bo opracowany przez niego system polityczny był fundamentem dla późniejszych dyktatur czy innych systemów, w których u władzy jest wąska klika ludzi. Podobnie zresztą ze wszystkimi innymi myślicielami, których filozofia odcisnęła piętno na losach świata. Czemu zatem odrzuca się jedynie Marksa, a Platon figuruje nawet w podręcznikach od języka polskiego? Bo marksizm jest nie na rękę tym, którym nie był na rękę w XIX wieku. I tak jak wtedy, tak i dziś będą oni robić wszystko, by idei marksizmu w życie nie wprowadzono.

PS jestem absolutnym przeciwnikiem stawiania pomników jakiejkolwiek personie związanej z polityką, bo oczywiście jestem świadomy tego, że każdemu można coś zarzucić. Aby jednak wpisać się w trendy polskiego dziennikarstwa stanąłem na głowie by wymyślić równie click-baitowy nagłówek do tych:

(co ciekawe, o Polakach mówił dobrze, a ruchy niepodległościowe szanował)

Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO