Dylematy wyborcze polskiej lewicy – analiza możliwości

Wybory do europarlamentu zbliżają się wielkimi krokami, a wielu wyborców, szczególnie tych, którzy po raz pierwszy będą mogli oddać swój głos, wciąż nie wie na kogo postawić.


Dylematy wyborcze polskiej lewicy – analiza możliwości

Podczas gdy część wyborców, optująca za partiami prawicowymi zdaje się mieć pełen wachlarz możliwości (począwszy od centroprawicowej ekonomicznie Koalicji Europejskiej, przez bardziej konserwatywny PiS, aż po niezwykle egzotyczną, nawet jak na polskie standardy, narodowo-libertariańską koalicję Korwina, Brauna, Liroya i Narodowców), to ci, sympatyzujący z lewicą nie mają już tak szerokiego pola manewru. Właściwie są cztery możliwości, które duża część lewicowego elektoratu uzna za mało zadowalające.

Mniejsze zło

Po pierwsze, jest klasyczny, znany od lat polskiemu wyborcy, plan oddania strategicznego głosu na tzw. „mniejsze zło”. Jest to opcja, która może usatysfakcjonować chyba jedynie tych, utożsamiających się z najbardziej nieokreśloną ideowo lewicą. Wychodzą oni z założenia, że fajnie jakby polska polityka poszła w „lewo”, ale w obecnej sytuacji lepiej zagłosować na tę formację, która, przynajmniej na papierze, wydaje się mieć realne szanse przełamania narodowo-konserwatywnych rządów stronnictwa z Nowogrodzkiej. Innymi słowy, utrzymujemy status quo, który był w Polsce przed 2015, bo w nim przynajmniej czuliśmy się względnie bezpiecznie.

Wiosna

Drugim wyborem może być postawienie na Wiosnę Roberta Biedronia, która z hukiem wkroczyła w ostatnich tygodniach na polską scenę polityczną. Wybór ten może wydawać się naturalny dla sporej części elektoratu, który do tej pory nie widział formacji, wpisującej się w nurt tzw. europejskiego liberalizmu, reprezentującego społeczne otwarcie i ekonomiczną „trzecią drogę”. Na pewno części lewicowych wyborców to wystarcza, lecz są też ci, którzy w Wiośnie widzą nawet jeśli nie zagrożenie, to przynajmniej wiele znaków zapytania. Największą zagadką pozostają kwestie ekonomiczne i pracownicze, do których ruch Biedronia stara się specjalnie nie odnosić. O ile przed lutową konwencją na warszawskim Torwarze powszechnie mówiło się o tym, że nowa partia ma bazować na elektoracie lewicowym, o tyle w momencie, w którym Wiosna wystartowała ze swoim objazdem po Polsce, będącym de facto początkiem kampanii wyborczej, nikt ze środowiska partii nie używa w kontekście deklaracji ideowej terminu „lewica”. Zupełnie jakby Robert Biedroń bał się przyznać do tego, skąd politycznie pochodzi – a pochodzi ze środowisk lewicowych.

Lewica Razem

Ci, którym znudziło się głosowanie na „mniejsze zło” i nie ufają tworowi Biedronia, między innymi przez niechęć Wiosny do wpisanego w DNA lewicy podnoszenia podatków dla najbogatszych, mają też trzecią opcję, czyli koalicję Lewica Razem. Partia Razem, która przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi starała się przekonać do siebie lewicowy elektorat hasłem, że „inna polityka jest możliwa”, przechodzi obecnie kryzys, którego skutkiem są jej marginalne wyniki w sondażach. Przyczyn tego kryzysu na pewno jest wiele, a część pozostanie wiadoma jedynie dla osób bezpośrednio związanych z jej strukturami, jednak tym, czego nie da się przeoczyć jest ciągłe, by nie użyć słowa „patologiczne”, zrażanie do siebie potencjalnego elektoratu, który z pewnością jest większy niż prognozowane 1-2% społeczeństwa. Pozostaje wierzyć ostatnim zapowiedziom nieformalnego lidera Razem, że zrozumieli swoje błędy z przeszłości i staną się bardziej „inkluzyjni”, otwierając się „na ludzi, którzy są lewicowi, ale nie są z naszego środowiska”, cytując samego Zandberga. Nie można jednak zapomnieć o dwóch pozostałych formacjach tej koalicji. Ruch Sprawiedliwości Społecznej, związany z Piotrem Ikonowiczem, pozostaje prawdopodobnie jedyną skuteczną formą walki z „dziką reprywatyzacją” i coraz powszechniejszymi eksmisjami „na bruk”. Ta formacja, trzymająca się raczej politycznego cienia, próbuje wyręczać państwo w tym, czym teoretycznie miała się zajmować niesławna komisja Patryka Jakiego, co wydaje się absurdalne we współczesnej Europie. Trzecim członem Lewicy Razem jest Unia Pracy, kojarzona jako tradycyjny koalicjant SLD, który tym razem jednoznacznie sprzeciwił się przyłączeniu do neoliberalnego stronnictwa skupionego wokół Grzegorza Schetyny, czego nie zrobili już Zieloni, łamiąc serca niejednego polskiego lewicowca.

Pusty głos

Po czwarte, istnieje wciąż opcja, żeby w ogóle nie uczestniczyć w wyborach lub oddać w nich głos nieważny. To powszechnie krytykowane jako „nieobywatelskie” rozwiązanie, od lat praktykowane przez część polskiej lewicy szczególnie tej związanej z ruchami anarchistycznymi i antykapitalistycznymi, wcale nie musi być złą opcją. Szczególnie dla tych, którzy ponad tzw. „wartości obywatelskie” cenią swoje przywiązanie do idei i ich konsekwentną realizacje. Jeżeli ktoś nie czuje się reprezentowany przez żadną z partii, wystawiającą swoje listy w najbliższych wyborach, ma prawo do przeprowadzenia cichego protestu i wyrażenia braku zgody na zwycięstwo „mniejszego zła”.

Co by nie powiedzieć, elektorat lewicy stoi przed nie lada wyzwaniem, gdyż żadna z opcji nie jest ostatecznie satysfakcjonująca. Lewica na polskiej scenie politycznej od lat już praktycznie nie istnieje i raczej nie zanosi się na to, żeby coś miało się w tej kwestii zmienić. Szkoda, bo niepokojąca jest wizja przedłużającej się nieobecności parlamentarnego przedstawicielstwa sporej części polskiego społeczeństwa, a zwłaszcza ludzi młodych. Szczególnie w czasach, w których lewicowe postulaty mogą stanowić poważną alternatywę dla, spowodowanego kryzysem neoliberalizmu, okresu świetności ruchów narodowych i faszyzujących.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO