Dziennikarze na (prawnej) wojnie z brytyjską policją w sprawie WikiLeaks

Prawnicy współpracujący z demaskatorską organizacją WikiLeaks chcą uzyskać od brytyjskiej policji odpowiedź potwierdzającą lub zaprzeczającą w sprawie tego, czy funkcjonariusze przekazali amerykańskim służbom korespondencję pracowników WikiLeaks.


Dziennikarze na (prawnej) wojnie z brytyjską policją w sprawie WikiLeaks

Prawnicy współpracujący z demaskatorską organizacją WikiLeaks chcą uzyskać od brytyjskiej policji odpowiedź potwierdzającą lub zaprzeczającą w sprawie tego, czy funkcjonariusze przekazali amerykańskim służbom korespondencję pracowników WikiLeaks.

Metropolitan Police Service stoi przed poważną sprawą prawną. Prawnicy współpracujący z demaskatorskim portalem WikiLeaks żądają odpowiedzi na pytanie, czy policja przekazała lub odmówiła przekazania amerykańskim organom ścigania korespondencji trzech pracowników WikiLeaks, których prywatne wiadomości zostały potajemnie przekazane amerykańskiej prokuraturze.

Jedna z dziennikarek śledczych La Repubblica, Stefania Maurizi, uważa, iż w interesie publicznym jest ujawnienie przez policję, czy funkcjonariusze wymieniali z amerykańskimi organami ścigania informacje o obecnych i byłych pracownikach WikiLeaks. Sprawa została rozpoczęta zaledwie kilka dni po tym, jak zastępca prokuratora amerykańskiego przypadkowo ujawnił, że założycielowi WikiLeaks postawiono zarzuty.

Julian Assange przebywa obecnie w ambasadzie Ekwadoru, w której schronił się w 2012 roku, kiedy to jego apelacja w sprawie ekstradycji do Szwecji została odrzucona. Assange do dzisiaj przebywa w ekwadorskiej ambasadzie. Szwedzki wymiar sprawiedliwości zakończył śledztwo, jednak twórca WikiLeaks obawia się, że po opuszczeniu ambasady zostałby aresztowany przez brytyjską policję, a następnie przekazany w amerykańskie ręce.

W ciągu trzech pierwszych lat (2012-2015) policja brytyjska wydała ponad 11,1 miliona funtów na oblężenie ambasady Ekwadoru. Dopiero w czerwcu 2015 r. całodobowy nadzór został zakończony na rzecz innej, tańszej "jawnej i ukrytej" taktyki, aby aresztować Assange'a w chwili, w której opuści on budynek ekwadorskiej placówki dyplomatycznej.

Pracownicy WikiLeaks dowiedzieli się w 2014 roku o tym, że sąd we Wschodniej Wirginii nakazał firmie Google przekazanie prywatnych wiadomości e-mail, kontaktów, zapisów w kalendarzu oraz adresów IP w ramach śledztwa w sprawie rzekomego złamania amerykańskiego prawa, szczególnie ustawy o szpiegostwie (Espionage Act) i ustawy o oszustwach komputerowych i nadużyciach (Computer Fraud and Abuse Act).

Jennifer Robinson, prawniczka zajmująca się prawami człowieka, która działa na rzecz WikiLeaks, stwierdziła, że ostatnie działania amerykańskiej prokuratury wzbudziły istotne pytania dotyczące tego, jakie uprawnienia mają Stany Zjednoczone w stosunku do mediów oraz dziennikarzy i dziennikarek w Wielkiej Brytanii.

Chcemy wiedzieć, jaką rolę w tym procesie odgrywa brytyjski rząd i brytyjska policja, skoro wiemy, że otrzymane informacje informacje otrzymane od tych brytyjskich dziennikarzy i redaktorów prawdopodobnie przyczyniły się do śledztwa w USA i oskarżenia Juliana Assange'a — Jennifer Robinson.

Zwrócić należy uwagę, że jedną z kwestii będących przedmiotem sporu w obecnej sprawie jest to, czy Maurizi otrzymała odpowiednią zgodę, aby przekazać dane trzech dziennikarzy w dalszy obieg. Maurizi uważa, że otrzymała od każdego z dziennikarzy odpowiedni list ze zgodą, aby policja mogła udostępnić dane osobowe dziennikarce w celu wykorzystania ich w opracowywaniu materiałów na temat WikiLeaks.

Policja argumentowała, że nie można mieć pewności, czy dziennikarze "w sposób wyraźny i dobrowolny wyrazili świadomą zgodę na ujawnienie danych osobowych".

Oczekuje się, że Kristinn Hrafnnson oraz pozostali dziennikarze złożą zeznania w sądzie w East London Tribunal Center, aby potwierdzić, że wyrazili pełną zgodę na wykorzystywanie ich danych. Hrafnnson zaznaczył pisemnie już kiedyś, że Maurizi ma prawo użyć danych opublikowanych na jego temat przez policję, ponieważ ta jest dziennikarką śledczą.


Jesteśmy głosem tych, których prawa są łamane. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze.