Ekologiczny marsz przez instytucje

Jedynym wyjściem dla osób walczących z katastrofą klimatyczną zdaje się tworzenie nowych bytów politycznych i społecznych, łączących ludzi chcących walki ze zmianami klimatu, i jako te byty wchodzić do mediów czy internetu.


Ekologiczny marsz przez instytucje

Inga Zasowska, mająca 13 lat, rozpoczęła ostatnio strajk pod Sejmem, nazywając go „Wakacyjnym Strajkiem Klimatycznym”. Zainspirowana sukcesem Grety Thunberg postanowiła na jej wzór i podobieństwo wystąpić z podobną do szwedzkiej koleżanki po fachu formą protestu. No i wspaniale, że mamy w Polsce tak pojętne młode osoby, zainteresowane sprawami klimatu. Tylko co z tego? W zasadzie nic, bo nastolatka prawdopodobnie stanie się po prostu kolejną ciekawostką medialną, której popularność niedługo się skończy.

Dlaczego jednak tak miałoby się stać? Bo Inga nie ma za sobą nikogo, a ludzie w Polsce zainteresowani sprawami klimatu zbytnio nie są, za wyjątkiem osób zaangażowanych we wszystko, co polityczne, oraz niewielkiej grupki zainteresowanych stricte sprawami klimatu. I strajk pojedynczej osoby czy nawet kilkuset lub kilku tysięcy młodych ludzi tego nie zmieni. Dlaczego? Ponieważ w Polsce mamy do czynienia z paskudnym zjawiskiem fetyszyzowania apolityczności.

Mając to na myśli, chodzi oczywiście o powszechne w mediach próby dyskredytacji bądź akredytacji poprzez udowodnienie polityczności lub apolityczności danego ruchu czy protestu. Gadające głowy powszechnie przyjmują za oczywistość podejście charakterystyczne dla totalitarnych państw, zakładające, że polityka jest brudna i zła i jakiekolwiek inicjatywy nie powinny dążyć do zmiany ładu politycznego. I ludzie to kupują. Widać to było na przykładzie strajku nauczycieli, odnośnie którego trwała długa walka, czy jest on polityczny czy apolityczny. Ponieważ, zdaniem gadających głów w telewizji czy internecie, fakt polityczności odbiera sens jakiejkolwiek, nawet najsłuszniejszej sprawie.

Tymczasem jest czymś naturalnym, że osoby chcące jakiejś zmiany, powinny współpracować z siłami deklarującymi podobne chęci. I żeby to się zmieniło, i osoby te przeszły na inną stronę konfliktu politycznego, najracjonalniejszym zachowaniem byłoby realizować ich postulaty. W Polsce natomiast wystarczy wyrzygać z siebie chochoła o polityczności, powtarzać go wielokrotnie, i sprawa staje się w mig załatwiona.

Osoby zainteresowane walką z katastrofą klimatyczną są więc, zdawałoby się na straconej pozycji. W momencie, gdy dołączą do ruchu politycznego, zostaną zmieszani z błotem i stracą jakąkolwiek siłę przebicia. Gdy natomiast nic nie zrobią, paliwo medialne prędzej czy później im się skończy i podzielą los newsa o nowym narzeczonym piosenkarki, który miał zrobić coś głupiego przy świadkach.

Jedynym wyjściem z tej pułapki zdaje się tworzenie nowych bytów politycznych i społecznych, łączących ludzi chcących walki ze zmianami klimatu, i jako te byty wchodzić do mediów czy internetu. Pisać baitujące posty, robić viralowe grafiki, reklamować się wszędzie, gdzie tylko się da. Mamy jako kraj do nadrobienia kilkadziesiąt lat wcześniejszej działalności ruchów takich jak Zieloni w krajach zachodnich i mamy na to najwyżej kilka lat. Musimy sprawić, że przy kolejnym ważnym głosowaniu odnośnie zmian klimatu w Polsce nie odbywały się protesty takie jak przy okazji „Młodzieżowych Strajków Klimatycznych”, które na dłuższą metę nikogo nie obeszły, a które można zbić w oczach ludu argumentem „po prostu nie chcieli iść na sprawdzian z przyrki”. Nie, potrzebujemy wielkich protestów, które obejdą nawet bliższych denializmowi klimatycznemu urzędników z Wiejskiej.

Czy to się uda? Cóż, tego nie jesteśmy w stanie stwierdzić jednoznacznie. Wiemy jednak, że obecne metody protestu nie są skuteczne i wiemy, że trzeba stworzyć takie, które skuteczne będą. Parafrazując uwielbianą przez polskich nacjonalistów maksymę (nota bene stworzoną przez Ernesto Guevarę), możemy powiedzieć „Lepiej umrzeć stojąc, niż umrzeć na kolanach”. Jak na dłoni widać, że wybór staje się oczywisty.

Drugiej Ziemi mieć nie będziemy. Musimy zrobić wszystko, żeby ocalić pierwszą i jedyną.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO