Gracze powstańmy

Gamers rise up, czyli „gracze powstańmy”, mówi popularna od paru miesięcy i w polskim internecie fraza. Dlaczego jednak, zdawałoby się nie będąca dyskryminowana w żaden sposób grupa, miałaby powstać, jak uciśnione mniejszości narodowe, etniczne, rasowe czy seksualne?


Gracze powstańmy

Gamers rise up, czyli „gracze powstańmy”, mówi popularna od paru miesięcy i w polskim internecie fraza. Dlaczego jednak, zdawałoby się nie będąca dyskryminowana w żaden sposób grupa, miałaby powstać, jak uciśnione mniejszości narodowe, etniczne, rasowe czy seksualne? Nikt przecież nie zakazuje gier, ani nie próbuje strzelać do ich fanów, nieprawdaż? Otóż sprawa ta nie jest jednak tak prosta i dla osób niegrających bycie graczem nosi sporo negatywnych znamion, co sprawia problemy w relacjach, zarówno seksualnych i romantycznych, jak i bardziej nastawionych na przyjazne, czy koleżeńskie aspekty życia społecznego.

W czym jest jednak prawdziwy problem z „byciem graczem”? Tak naprawdę z niczym, a przynajmniej  całościowo (przypadki patologiczne zdarzają się bowiem w każdym elemencie życia). Niemniej jednak, podobnie jak w przypadku islamu i terroryzmu, wyłącznie parę przypadków wystarczy, by spowodować falę niechęci. Ludzie boją się ludzi, z którymi nie mogą się identyfikować. Dość dobrze tłumaczy to MatPat w swoim materiale „Why I gave the Pope Undertale”, w którym opisuje właśnie, dlaczego postanowił wręczyć klucz dający dostęp na Steam właśnie do Undertale, czyli jednej z najważniejszych gier indie wszech czasów. Jakiś dzieciak zamachowiec grał GTA? To wina gier, a nie głębokiej psychozy i skrajnej politycznie rodziny. Jak napisał niedawno Peter Suderman dla New York Timesa, granie jest stygmatyzowane i traktowane, w najlepszym wypadku, podobnie jak masturbacja, a w najgorszym jako hobby dla psychopatów bez życia społecznego.

Tymczasem po prostu współcześni młodzi ludzie, którzy zasadniczo częściej znajdują się w populacji graczy niż ci starsi, nie chcą spełniać często absurdalnych kryteriów społecznych, postępować według tradycyjnych ról płciowych i robić czegoś, co im się nie podoba, a co jest im narzucane przez obecną rzeczywistość.

Podejście społeczeństwa do gier pokazuje jednak, że legalność danego wydarzenia wcale nie oznacza brak dyskryminacji wobec niego. Tak samo jak teoretycznie homoseksualizm jest czymś legalnym, nie zmienia to faktu, że jedne z najpopularniejszych wyzwisk odnoszą się właśnie do homoseksualizmu. Fakt, że formalnie w krajach Zachodu nie występuje dyskryminacja religijna czy rasowa nie wyklucza faktu, iż znaczna część Europejczyków to rasiści oraz antysemici, bądź osoby na rasizm i antysemityzm przyzwalające. Bo politycy wygłaszają piękne mowy, piszą mądre ustawy i tweety, więc przeciętny szary człowiek nie będzie chętny samodzielnie zapobiegać dyskryminacji, skoro raz na 4 czy 5 lat idzie (lub nawet nie) do głosowania, by mieć od tego posła czy ministra. A fakt, że poseł i minister nie są skuteczni, bo nawet przestępstwa ktoś musi zgłosić, to ważne dla Kowalskiego i Nowaka nie jest. Jeżeli nasze społeczeństwo ma być naprawdę humanitarne i pluralistyczne, nie powinno wszędzie wtykać norm prawnych i zastępować je walką z agresją wobec drugiego człowieka.

Dlatego też, przynajmniej moim zdaniem, hasła „gracze powstańmy” oraz „Natalka, jeśli to czytasz, odpisz proszę”, mogą być wspaniałymi hasłami równościowymi, podobnie jak bardziej popularne hasła feministyczne, czy antyrasistowskie i przyciągać nowe osoby do walki o lepsze jutro.

Gracze wszystkich krajów, łączcie się!


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami na ten temat? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE MEDIA