"Irlandczyk" jest wspaniały... zazwyczaj [RECENZJA]

Zdawać się może, że w ramach promocji swojego najnowszego filmu Martin Scorsese zdecydował się na maksymalną ilość kontrowersji, jaką może jeszcze zrobić doświadczony filmowiec.


"Irlandczyk" jest wspaniały... zazwyczaj  [RECENZJA]

Reżyser "Chłopców z ferajny" wystąpił ostatnio przeciwko filmom z MCU, sugerując, że dzieła takie jak "Guardians of the Galaxy" czy "Black Panther" nie są kinem, mimo że jak sam przyznał, nie widział większości z nich. Abstrahując od tego, czy zgadzam się ze Scorsese, muszę przyznać, że "Irlandczyk", jego najnowszy film, nie potrzebuje tego typu PRu - film największego w Hollywood miłośnika słowa "fuck" broni się po prostu swoją jakością.

I w tym filmie Martin Scorsese również zdaje się być w "fuckformie", bo choć wyraz nie pada tak często jak w "Wilku z Wall Street" czy wspomnianych już "Chłopcach". Widać, że reżyser na stare lata nauczył się kilku nowych przekleństw i częściej na ekranie usłyszymy "cocksucker" niż klasyczne "fuck". I ponownie, jak w klasycznych filmach mistrza, używane przez bohaterów przekleństwa kreują niepowtarzalny, charakterystyczny klimat.

To właśnie klimatem bowiem "Irishman" stoi i jest on jego największą zaletą. Prócz wspomnianych już wulgaryzmów Scorsese pokazuje na ekranie ikonicznych dla swoich filmów aktorów dzięki technologii wcielających się w swoje postacie w najróżniejszym wieku. DeNiro, Pacino, Pesci - sama obecność tych aktorów sprawia, że widz czuje się jak w dobrym, old-schoolowym filmie gangsterskim.

Największy problem mam (i nie jestem w tym odosobniony) z graną przez Pacino postacią Jimmy'ego Hoffy. Jest on po prostu powtarzalny w zachowaniach, a sam aktor swoją grą nie powala (eufemistycznie mówiąc) i przez to ta trudna (bo charakterystyczna i oparta na paru powtarzanych informacjach o jego osobie) rola jest jednym z gorszych elementów filmu, zwłaszcza w drugiej połowie. Muszę jednak przyznać, że miałem sporo zabawy podczas słuchania przemówień Hoffy (który jest przewodniczącym związku kierowców ciężarówek). Wynikało to jednak głównie ze znajomości memów związanych z truckerami, jednak i tak sceny te są świetnie zrealizowane i są najlepszym elementem gry Pacino.

Jednak fabuła nie pozwala nam się nudzić, przynajmniej przez większość czasu. Mimo ciągnięcia się przez prawie trzy i pół godziny historia działalności gangsterskiej Franka Sheerana (Robert DeNiro) jest bardzo ciekawa i, cóż powiedzieć, charakterystyczna dla filmów Martina Scorsese. Jazda z ciężarówkowego piekła do mafijnego nieba, w którym z czasem również zalęgnie się diabeł, nie jest niczym ani nowym, ani świeżym. Jednak realizacja (pod kątem zdjęć, scenografii, muzyki, gry aktorskiej) sprawia, że ciężko oderwać oczy od ekranu.

Film, wraz z opowiadaniem o coraz starszych ludziach i pojawianiem się kolejnych problemów wyraźnie zwalnia tempo, z jakim pokazuje widzowi świat przedstawiony, sprawiając, że film staje się niestety miejscami... nudny. Ciężko wyczuć (prócz wspominanego już starzenia się) przyczynę takiego działania w świecie, którego nierozerwalną częścią jest siedzenie w więzieniu, wysadzanie samochodów i zabijanie gangsterów. Czasem nie widać sensu w próbie budowania napięcia, bo nie rozumiemy, czym wyróżnia się ten konkretny wysadzony samochód czy te konkretne groźby morderstwa. Nie do końca umiemy zżyć się z bohaterami (prócz Franka) i tak naprawdę film mógłby być dłuższy, by lepiej przedstawić postacie w sposób, który pozwoliłby widzowi zrozumieć, dlaczego mamy się przejmować.

Nie zmienia to jednak faktu, że najnowszy film Martina Scorsese jest naprawdę kawałem dobrego kina, w którym czuć rękę legendarnego reżysera i ta ręka, w połączeniu z obsadą, jest największą zaletą "Irlandczyka", którego warto (mimo tego, że pojawi się na Netflixie kilka dni później) zobaczyć na wielkim ekranie, by w pełni móc zachwycić się scenografią i zdjęciami.


Subskrybuj nas: Google News | Feedly



Chcesz wiedzieć więcej? Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO