Italexit. Kubeł zimnej wody dla Eurokratów?

Mogłoby się wydawać, że silne ruchy antyunijne opuściły europejską rzeczywistość wraz z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wręcz przeciwnie - nadchodzi kolejna fala eurosceptycyzmu, tym razem we Włoszech. Czy UE poradzi sobie z nowym wyzwaniem?

Italexit. Kubeł zimnej wody dla Eurokratów?

Jeszcze kilka miesięcy temu europejscy politycy zapewniali, że wspólnota unijna po katastrofie, jaką niewątpliwie był Brexit, pozostaje silna, a jedynie zjednoczona Europa może dążyć do odbudowy swojej pozycji. O tym, jak bardzo daleka jest to wizja, uświadamiają liczne manifestacje czy nowo powstała partia — Italexit. Czy europejskim elitom politycznym potrzebny jest kolejny zimny prysznic?

Tworząca się inicjatywa może zostać świetnie zobrazowana przez dwa miasta: Rzym oraz Weronę. W pierwszym z nich wystąpiły gwałtowne protesty "pomarańczowych kamizelek" organizowane przez Antonio Pappalardo. W drugim zaś mieszkańcy miasta spokojnie zbierali podpisy pod referendum. Jednak dla obu miejsc zbieżne są hasła — eurosceptycyzm. Zarówno Włosi z bogatej Północy, jak i ci z Południa, sfrustrowani bezrobociem i wszechobecną korupcją łączą się, aby wspólnie dać upust swojemu niezadowoleniu. Ta mozaika społeczna różni się od wyborczej geografii Brexitu tym, że eurosceptycyzm jest silny nie tylko wśród biedniejszych, rolniczych lub przemysłowych regionów (jak było to w Wielkiej Brytanii), ale także wśród światowych metropolii, prężnych ośrodków usługowych np. Mediolanu czy Turynu. To Lombardia, region niewątpliwie najbogatszy, lokomotywa gospodarki Włoch, jest matecznikiem nacjonalistycznej i silnie eurosceptycznej Ligi Salviniego. Sprawia to, że społeczny wydźwięk Italexitu może być znacznie szerszy (nie tylko prowincja, ale też i ogromne miasta), a tak dużego potencjału politycznego nie można lekceważyć.

Źródło: The Times

Negatywne podejście Włochów do Unii Europejskiej jest problemem bardzo złożonym. Swoje korzenie ma już w 2002 roku, kiedy to Italia przystąpiła do strefy euro. Stagnacja i strukturalne problemy gospodarki występowały już wcześniej, natomiast zwyczajni obywatele są zgodni, że to od czasów przyjęcia Euro ceny wzrosły, pensje ani drgnęły, a włoskie firmy stały się mniej konkurencyjne na rynkach zagranicznych. Niedługo później, bo już w 2008 roku, nastąpił silny kryzys finansowy, który spowodował silną recesję również we Włoszech. Jednocześnie gospodarka przeżywała kolejne lata stagnacji, tym razem jednak pod szyldem zbyt wysokiego zadłużenia, unijnych regulacji dotyczących wydatków oraz drastycznej polityki austerity, czyli zaciskania pasa, wzrostu podatków, cięć świadczeń socjalnych w celu zrównoważenia deficytu budżetowego, forsowanej przez liderów Unii Europejskiej, jak choćby Davida Camerona czy Angelę Merkel. Po 2015 roku na pierwszy plan wysuwa się nielegalna imigracja - to właśnie Italia stanowiła bramę do Europy dla tysięcy nielegalnych imigrantów z Afryki. Ogromna ilość uchodźców nielegalnie osiedliła się na przedmieściach włoskich miejscowości, tworząc slumsy, a także pracując na czarnym rynku. Zwykli mieszkańcy czuli się osamotnieni przez UE - polityka otwartych drzwi, brak jednolitych zasad wizowych czy brak porozumienia w sprawach relokacji imigrantów sprawiały, że cały ciężar walki z napływem obcokrajowców spadł na braki rządu w Rzymie oraz uderzył kieszeń przeciętnego włoskiego podatnika. Po wielu latach problemów naród włoski ma dość problemów, których źródłem jest, według Włochów, nietrafiona polityka wspólnoty europejskiej.

A co na to sama wspólnota europejska? Nowe kierownictwo struktur unijnych dość szybko otrząsnęło się z brexitowych problemów i zaproponowało m.in. większą kontrolę granic zewnętrznych UE, aby zatrzymać napływ nielegalnych imigrantów. Jednak brukselscy politycy stanęli przed kolejną próbą - tym razem Europa musiała się wykazać głoszoną wszem i wobec solidarnością i jednością w obliczu pandemii COVID-19. Jak wiadomo, to Włochy stały się ofiarą najsilniejszego kryzysu spowodowanego koronawirusem, natomiast w najcięższych momentach włoskie społeczeństwo nie doczekało się owej europejskiej solidarności. Trzeba powiedzieć to jasno: sami sobie wyhodowaliśmy eurosceptycyzm w kraju Wiecznego Miasta. Budując wizerunek jedności w Europie, porzuciliśmy Włochy bez dogłębnej pomocy. Nie mówię tutaj o pomocy humanitarnej, gdyż koniec końców to kraje UE przewyższyły liczbą podarowanych maseczek czy udostępnionych łóżek szpitalnych Chiny oraz Rosję, ale o pomocy finansowej. Bowiem państwa Północy, takie jak Holandia, chcą wesprzeć Włochy udzielając... pożyczek, powodując jeszcze większe zadłużenie kraju. Włosi czują się osamotnieni. Natomiast Salvini czy Italexit jedynie wykorzystują nastroje społeczne, budując antyunijną retorykę krok po kroku.

Źródło: Bloomberg

Czy kubeł zimnej wody w postaci Italexitu jest potrzebny? Miejmy nadzieję, że czołowi europejscy politycy zwrócą uwagę na narastający eurosceptycyzm w porę, gdyż Italia to twarde jądro UE, trzecia największa gospodarka Strefy Euro, a więc opuszczenie Unii przez ten kraj wiązałoby się z silnym kryzysem wspólnoty. Dlatego musimy przestać zbankrutowane kraje Południa (w tym Włochy) wytykać palcem (jak robił to holenderski minister finansów Wopke Hoekstra). Bo przyszłość Unii Europejskiej zależy od członkostwa Rzymu.


Źródła: Forbes, Polityka, Deutsche Welle, Polska Times, EUObserver (zdjęcie główne)


Share Tweet Send
0 Komentarze
Loading...