Jak nosi się prawdziwy bohater?

Już nie raz słyszeliśmy od "prawdziwych obrońców" naszej wspaniałej ojczyzny, że gdy dojdzie "co do czego", to naszego kraju nie będą bronić "pederaści w rurkach", lecz prawdziwi, heteronormatywni, stuprocentowi mężczyżni chodzący na siłkę i mecze.


Jak nosi się prawdziwy bohater?

Chyba wszyscy już nie raz słyszeliśmy od "prawdziwych obrońców" naszej wspaniałej ojczyzny, że gdy dojdzie "co do czego", to naszego kraju nie będą bronić "pederaści w rurkach", lecz prawdziwi, heteronormatywni, stuprocentowi mężczyżni chodzący na siłkę i mecze.

Kim więc w takim razie był Bartosz Niedzielski? Czy Polak, który nie pozwolił zamachowcowi wejść do klubu, jednocześnie poświęcając swoje życie, wpisywał się w ten toksyczny wzorzec mężczyzny? Bynajmniej nie!

Bart Pedro Orent-Niedzielski pochodzi z Katowic. Do Strasburga wyprowadził się 20 lat temu wraz z bratem oraz matką. Pracował jako przewodnik w Parlamencie Eurpejskim, lecz wielką uwagę przywiązywał także kwestiom społecznym - był zaangażowany w ruch LGBT, kulturę jidysz, ekologię, a także niekomercyjne radio.

Jego przyjaciółka, Claire Audhuy, twierdzi, że był "eurofiem" i że to właśnie europejska tożsamość była dla niego niezwykle ważna.

Do momentu, w którym społeczeństwo nie dowiedziało się, że Bart jest "lewakiem" wszystko było w porządku - na krótki okres czasu stał się polskim bohaterem, który zdołał powstrzymać zamachowca. Jednak potem na jaw wyszły jego poglądy oraz orientacja, po czym w sieci pojawiła się fala hejtu skierowana w jego stronę. Jak napisali Wrocławscy Narodowcy "należy jednak pamiętać, że koniec końców był to skrajny eurolewak, pracownik PE, zwolennik LGBT, arabmiłości, tolerancji i całego tego europejskiego syfu". Przed nimi swoją cegiełkę dołożył również prawicowy bloger Piotr Wielgucki, według którego "zginął za barbarzyńską utopię, którą propagował".

Bart zupełnie nie wpisał się w prawicowe bohaterstwo. Był zwolennikiem Unii Europejskiej, liczyła się dla niego tolerancja oraz szacunek. Jak widać w tej wizji bohaterstwa nie ma miejsca dla takich jak On - prawdziwych bohaterów, którzy poświęcili się naprawdę, a nie pisali, co zrobiliby "gdyby tylko ktoś...".


Chcesz poznać opinię innych? Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami na ten temat? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.