Jestem, więc myślę: Oksymoron polityczny

Są pewne słowa, których wytłumaczyć się nie da. Jednym z nich jest normalność. Czym jest? Z odpowiedzią śpieszy Pan Premier.


Jestem, więc myślę: Oksymoron polityczny

Świat w średniowieczu był mniej skomplikowany i nawet miejscami łatwiejszy. Król w większości przypadków stanowił prawo i raczej wszyscy z jego zdaniem się zgadzali. Żona czy też mąż ustalony z góry, wszystko dla dobrych stosunków, kolejność dziedziczenia również, żeby po śmierci nie było kłótni.

Powiedzmy szczerze, kogo wtedy obchodziły prawdziwe relacje nowych małżonków? Ważne było, aby przyklepać traktat, opić to hektolitrami wina i wódki, zagryźć kiełbasę, a na następny dzień obudzić się z potwornym bólem głowy.

Ad rem.

Dzisiejszy świat jest skomplikowany, chaotyczny. Właściwie od pierwszej klasy szkoły podstawowej uczymy się, jak funkcjonować w chaosie. Do dzisiaj nawet najstarsi górale nie mają odpowiedzi na to pytanie.

To tak jakby studentom prawa, przedszkolakom, panom spędzającym swój czas pod supermarketami i uczniom szkoły średniej, zadać pytanie: „Co to jest normalność? Odpowiedz w maksymalnie 3 zdaniach”. Każdy z nich odpowiedziałby inaczej, ponieważ z innego „miejsca” obserwuje świat oraz ma inne priorytety. Przy tej okazji należy powtórzyć znane wszystkim zdanie: „Punkt widzenia zmienia się z punktem siedzenia”. Więc co z tym wspólnego ma średniowiecze? Dużo.

Ten punkt widzenia, to jest ta normalność, o jakiej w swoim exposé, czy jak kto woli „przemówieniu prawdy”, wspominał premier Morawiecki. Człowiek na takim stanowisku nie może z mównicy sejmowej wygłaszać, jak on (a właściwie Prezes Kaczyński) pojmuje „normalność”. Definicja na to słowo nie istnieje.

Premier mówił z punktu widzenia katolika. Nikt nie może mu mieć tego za złe, gdyby wypowiadał się nawet jako poseł. Jest jednak Prezesem Rady Ministrów 37,5-milionowego kraju, w którym, tak jak pokazałem wyżej, normalność każdy rozumie inaczej.

Jak wszyscy powszechnie wiemy chrześcijaństwo nie dopuszcza związków homoseksualnych, aborcji i eutanazji. Być może to miał na myśli Mateusz Morawiecki. Warto zaznaczyć „być może”, ponieważ to zostało owiane tajemnicą. Czy poliszynela? Chyba nie. Mają już to do siebie osoby na stanowiskach poselskich, że lubią do swoich wypowiedzi wtrącić coś, co spowoduje, że media będą o nich mówić – opium dla elektoratu.

Jednak normalność według PiS idzie wraz z ich ludźmi, takimi jak: Banaś, Piotrowicz czy Pawłowicz. Ta trójka jest definicją normalności według obozu władzy, ale i jego żelaznego elektoratu. Ten żelazny elektorat ma każda partia w sejmie. W skrócie ich działania można opisać tak: Co by się nie działo, co by nie zrobili i tak będą na nich głosować.

A np. obecna Polska może przypominać średniowiecze. Choć w tym momencie nim nie jest, mało brakuje, byśmy znów do niego naprawdę wrócili. Zwykły, szary obywatel nie może zrobić zbyt wiele, ponieważ dla rządzących jest tylko statystyką. Jednak i tak należy stwierdzić, obserwując obecne działania, że „pisowska normalność”, to oksymoron.


Subskrybuj nas: Google News | Feedly



Chcesz wiedzieć więcej? Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO