Najlepszy film roku - "Portret kobiety w ogniu "[RECENZJA]

Chwilę przed wejściem na seans najnowszego dzieła Céline Sciammy naszła mnie refleksja, że nie było jeszcze w tym roku filmu, któremu wystawiłbym maksymalną ocenę na IMDB czy Filmwebie. Jak można jednak przewidzieć, "Portret kobiety w ogniu" wprowadził w tej kwestii pewne zmiany.


Najlepszy film roku - "Portret kobiety w ogniu "[RECENZJA]

W silnie sfeminizowanym świecie "Portretu" reżyserka przedstawia nam historię dwóch młodych kobiet Héloïse i Marianne. Pierwsza z nich ma zostać wydana nieznanemu sobie Mediolańczykowi, który wartość ewentualnej współmałżonki ma ocenić na podstawie portretu stworzonego przez tą drugą (w dodatku portret ten ma powstać bez wiedzy Héloïse). Ostatecznie jednak arystokratka dowiaduje się o prawdziwych zamiarach Marianne, a obie panie zakochują się w sobie.

Ta z pozoru prosta fabuła oparta o klasyczną love story kryje w sobie jednak ogromny potencjał, który Sciamma wykorzystuje w pełni pod każdym względem. Doświadczymy więc niezwykle pięknie oświetlonych i sfilmowanych krajobrazów malowniczej Francji z połowy XVIII wieku, w których nie sposób się zakochać i do których chce się wrócić od razu po wyjściu z seansu.

Czas i miejsce akcji ma jednak inne, ważniejsze dla fabuły zastosowanie. W tym koncercie niedomówień i symbolicznych znaczeń bohaterki starają się bowiem odnaleźć siebie. Wstydzą się zaś nieco własnych emocji, więc przenoszą je na dyskusje o kulturze i sztuce swoich czasów, jednak kobiety nie są w stanie ukryć dzielonego uczucia. Dzięki temu film rozwija charaktery postaci o wiele lepiej niż klasyczne historie, bo prócz niewypowiedzianych kontekstów, jakie stanowią oś całej historii, warstwa dosłowna wypowiedzi opowiada nam równie wiele - pokazuje charakter postaci, ukazuje podobieństwa lub różnice w kulturze, odpowiednio przybliża do siebie lub oddala bohaterki.

Dopiero w tym momencie zaczyna się doceniać te rzadkie chwile szczerości - a kiedy już się pojawiają, ogląda się je z ogromnym zainteresowaniem, by na końcu przekonać się, że któraś z bohaterek ponownie boi się wypowiedzieć jednej z konkluzji, które w przedstawionej sytuacji doskonale rozumiemy. Wraz z postaciami odczuwamy ciężar epoki, w jakiej przyszło im żyć. Ciężko nie odczuwać tragizmu historii, którego przyczyną jest pruderia czasów współczesnych bohaterom. Ograniczenie seksualności związane z ówczesnością sprawia, że pomimo tylu wspaniałych, przyjemnych momentów, wszystko po prostu musi się źle skończyć.

Ten katastrofizm ciąży bowiem nad fabułą przez cały czas. Również bohaterki zdają sobie sprawę, że wszystko, co takie piękne w ich życiu, jest chwilowe. To daje im dodatkowy impuls do działania, a widzowi kolejny powód do zastanowienia. Wszystko to przy brzmieniu pięknej muzyki i doskonale dobranej scenografii daje najlepszy film, jaki na razie wyszedł w tym roku. Film w swej pozornej prostocie znajduje swoją największą siłę i największą, najbardziej zastanawiającą komplikację. Nie pozostaje nic, jak tylko rezerwować bilety do najbliższego kina, nudzić się przez czas reklam, a potem zanurzyć się w świecie "Portretu kobiety w ogniu" i wyjść, odmienionym przez pociągnięcie pędzla Céline Sciammy.


Subskrybuj nas: Google News | Feedly



Recenzje w jednym miejscu. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz opublikować swoją recenzję? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE MEDIA