Konfederacja i tak wygrała

Mało kto mówi o największych zwycięzcach ostatnich lat w polityce, którzy, choć znajdują się dzisiaj pod progiem wyborczym, zmienili język debaty politycznej w sposób znacznie wyraźniejszy niż większość partii obecnej opozycji przez ostatnie lata. Mowa oczywiście o członkach Konfederacji.


Konfederacja i tak wygrała

Spektakularne wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego zdają się już przynosić swe żniwo – ugrupowania zmieniają strategie w celu zwiększenia liczby potencjalnych wyborców, świeżo wybrani europosłowie świętują zapewne w domowym zaciszu, z kolei ci, którzy do europarlamentu się nie dostali, zastanawiają się, co poszło nie tak. Mało kto mówi jednak o największych zwycięzcach ostatnich lat w polityce, którzy, choć znajdują się dzisiaj pod progiem wyborczym, zmienili język debaty politycznej w sposób znacznie wyraźniejszy niż większość partii obecnej opozycji przez ostatnie lata. Mowa oczywiście o członkach Konfederacji.

Choć ten osąd na pierwszy rzut oka wydawać się może absurdalny, tak jednak zaglądając pod powierzchnię, łatwo można zdać sobie sprawę z jego prawdziwości, aż ta stanie się wręcz oczywista. Osoby połączone w to skrajnie prawicowe ugrupowanie mimo niewielkich sukcesów politycznych (w zasadzie jedyną zmianą, jaką udało im się wywalczyć, jest legalizacja tzw. medycznej marihuany) mają ogromny wpływ na dyskurs przyjmowany podczas dyskusji o ważnych dla społeczeństwa aspektach.

Na pierwszy ogień pójdźmy z najbardziej znanym liderem Konfederacji, do niedawna nawet europosłem, Januszem Korwin-Mikke. Znany od 30 lat głównie ze spektakularnych porażek i kontrowersyjnych wypowiedzi wraz ze swoimi mniej lub bardziej istniejącymi ugrupowaniami wpłynął na naszą politykę w sposób znaczący. Najświeższym przykładem niech będzie sama debata przed ostatnimi wyborami, gdzie wielu kandydatów, mimo braku pytania w związku z tym tematem, postanowiło odnieść się do tzw. ustawy 447, przed którą od ponad roku Janusz wraz z giermkami ostrzegają Polaków za sprawą postów na Facebooku i plakatów.

Kolejną kwestią jest powszechnie padający, niekoniecznie pośród samych działaczy politycznych opozycji, co raczej pośród mediów i zwolenników argument, jakoby PiS był partią socjalistyczną, forsowany przez Korwina i jego zwolenników od samego początku samodzielnych rządów partii Jarosława Kaczyńskiego. Podczas wyborów na prezydenta Warszawy prezes partii KORWiN (wprawdzie nieistniejącej) doszedł do momentu, w którym o Patryku Jakim mówił per „ten komunista Jaki”. Powtarzane przez korwinistów hasło trafiło jednak szeroko do gazet opisujących działalność PiS, padał m.in. w gazetach takich jak DoRzeczy czy w serwisie Interia.

Podobnie sprawa ma się z Paradą oraz Marszami Równości, które jeszcze nie tak dawno nie były akcjami tak głośnymi i kontrowersyjnymi oraz nie dzieliły społeczeństwa jak robią to dzisiaj. Podobnie, to właśnie Korwin-Mikke jako pierwszy z tak popularnych i istotnych polityków w Polsce rozpoczął porównywanie tychże wydarzeń do „marszu onanistów”. To właśnie on był również pierwszym tak znanym orędownikiem myślenia znanego jako „jestem tolerancyjny wobec osób homoseksualnych, ale po co się z tym tak obnosić”. Dzisiaj ten argument można powszechnie znaleźć w internecie oraz w artykułach popularnych w obozie publicystów związanych z władzą.

Dalszym elementem, który to właśnie powiązani z Konfederacją działacze wprowadzili do polskiej polityki, są Marsze Niepodległości. Ostatni z nich odbył się nawet przy współudziale prezydenta Polski, który miał podczas niego nawet specjalne przemówienie. Od małego marszu dla grupy fanatyków w ciągu kilkunastu lat wydarzenie to stało się największą w Polsce demonstracją relacjonowaną przez media na całym świecie, której nie przeszkadza nawet gros faszystowskich postulatów wykrzykiwanych przez uczestników.

Czy jednak jest to na tyle istotne, skoro sami członkowie Konfederacji progu raz za razem nie przekraczają? Otóż okazuje się, że tak. W polityce ważne nie jest bowiem jedynie, która znana z telewizji mordka przejmie któreś ministerstwo, ale także (a może i przede wszystkim) jaka będzie musiała być polityka tej mordki, żeby utrzymać władzę i do jakich wartości będzie uderzać opozycja, żeby władzę przejąć. Mimo faktu, że działacze skrajnej prawicy nie zdobywają miejsc w parlamentach i sejmikach czy radach miast, ich idee przedostają się do świata polityki zarówno po ostro prawicowej stronie rządowej, jak i pośród bardziej umiarkowanego mainstreamu opozycji. Nie jest aż tak istotne, czy głosić je będzie poseł od Korwina, czy poseł od Kaczyńskiego, istotne jest, że będą się one trzymać w polityce i mieć na nią znaczący wpływ. Dla nas, zwykłych obywateli, najważniejsze powinno być to, jak Polska się zmieni, a nie, kto to zrobi.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO