Korwin, a Wolność

Janusz Korwin-Mikke to osoba, która w polskiej polityce stacjonuje od dawna, kreując się przy tym na wolnościowca z krwi i kości. Ale jak jest naprawdę?


Korwin, a Wolność

Niedawno na naszej stronie pojawił się artykuł autorstwa Dawida Wiktora, który krytykował niegospodarność ugrupowania Korwina – partii, która największą chyba uwagę skupia na ukazywaniu tego, jak w "polskim socjalizmie" okropna maszyna biurokratyczna marnotrawi pieniądze. Sam tekst nosił nazwę: "Sekrety partii tysiąca i jednej nazwy, czyli o finansach ugrupowania Korwina" i choć czytelnik, wnioskując po nazwie tej publikacji, mógłby spodziewać się kolejnych dziennikarskich szpil wbijanych w JKM za nieudolne zarządzanie partią, które poskutkowało całym tym zamieszaniem związanym z tytulaturą, to chciałbym poruszyć temat znacznie ważniejszy. Nie chodzi mi bowiem o organizację, a o to, czy faktycznie oferta polityka ma coś wspólnego z wolnością.

Aby móc stosownie się do tego odnieść, wypadałoby zdefiniować wolność, następnie scharakteryzować poglądy wyznawców myśli konserwatywno-liberalnej i spróbować dokonać konfrontacji. Z tym, że już na tym pierwszym etapie pojawia się mały kłopot. To ironiczne, bo wolność, w rozumieniu filozoficznym, jak i politycznym, ma to do siebie, że jest nieuchwytna. Gdyby jednak skupić się na współczesnym dyskursie, to możemy wyróżnić dwa jej rodzaje – pozytywną i negatywną. Ta pierwsza to wolność do – do głosowania, do manifestacji swoich poglądów, do mieszkania, do jedzenia, do porządnego socjalu. Ta druga to wolność od – od rządu, od władzy, od opodatkowania.

Isaiah Berlin, twórca idei dwóch wolności // Źródło: nationalpost.com

Teoretycznie patrząc, zazwyczaj wolności te będą się zwalczać i stać na dwóch, przeciwnych sobie biegunach – w końcu sugerując systemowe zapewnianie schronienia bezdomnym, sugeruje się też istnienie rządu, który musi ściągnąć podatki, aby wszystko to opłacić. Mimo wszystko jednak w pewnym stopniu wzajemnie się zazębiają i sądzę, że rezygnacja z którejkolwiek z nich czyni człowieka niewolnikiem, a systemowi pozwoli stoczyć się w odmęty autorytaryzmu, co postaram się zaraz udowodnić. Prezes natomiast jest zadeklarowanym zwolennikiem wolności negatywnej, co uwidacznia się chociażby w tym materiale, gdzie, jak powiedziałby rasowy "kuc", dochodzi do masakracji młodego lewaka:

Korwin jest do tego stopnia przekonany, że to wolności negatywnej należy się pozycja monopolisty na rynku idei wielu wolności, że sądzi, że "wolność do" jest błędem syntaktycznym, a więc, że jej koncepcja jest błędna już na poziomie samego języka. Oczywiście język jest tu rzeczą drugorzędną, bo równie dobrze można by nazwać tę koncepcję jakkolwiek inaczej – ważne jest to, aby zwrócić uwagę, że paradoksalnie często człowiek zdany sam na siebie, bez środków na jakiekolwiek przyjemności, czy nawet przeżycie (w przełożeniu na politologię: bez minimum socjalnego czy nawet egzystencjalnego), nie jest wolny.

Nikt mu w niczym nie przeszkadza, ale raczej nie można powiedzieć o nim, że może suwerennie podejmować decyzje, bo jego organizm zmusza go do podejmowania konkretnych kroków – głodny pracownik, który w dodatku nie może wyżywić swoich dzieci, zgodzi się na pracę, nawet gdy ta będzie urągać jego godności ludzkiej. A tym właśnie jest istota ludzka w neoliberalizmie. Problem celnie sformułował Aleksander Berkman, działacz i myśliciel anarchistyczny:

Jak bandyta trzyma pistolet przy twojej głowie oddajesz mu to, co masz cennego. "Zgadzasz się", tak, ale robisz to bo nie masz wyjścia, bo zmusza cię do tego jego pistolet. Czy nie jesteś zmuszony pracować dla jakiegoś pracodawcy? Twoje potrzeby cię zmuszają, tak samo jak pistolet bandyty. Musisz za coś żyć, tak samo twoja żona i dzieci. Nie możesz pracować dla siebie, w kapitalistycznym systemie przemysłowym musisz pracować dla pracodawcy. Fabryki, maszyny i narzędzia należą do klasy pracodawców, więc musisz zatrudnić się u tej klasy, by pracować i żyć. Czymkolwiek się zajmujesz, kimkolwiek by nie był twój pracodawca, zawsze sprowadza się to do tego samego: musisz pracować dla niego. Nie masz wyjścia. Jesteś zmuszony.

Aleksander Berkman

Choć jest mi daleko do anarchizmu i rewolucyjnego socjalizmu, to w pewnym sensie zgadzam się – bo gdyby przyprawić wolny rynek odrobiną praw socjalnych i szczyptą państwowego interwencjonizmu, to od razu stałby się on bardziej znośny. Zresztą tak właśnie postrzegam zdrową mieszaninę obu wolności.

Tak samo jest z demokracją, tak pogardzanymi przez krula rządami ludu. Mimo tego, że wszystkie te analogie, jak ta z owcą i dwoma wilkami głosującymi, co zjeść na obiad, mają w sobie cień prawdy, to oddanie możliwości głosowania szaremu obywatelowi chroni przed dyktaturą i pozwala spojrzeć władzom na ręce. A prawa jednostki, czy ogólniej stosunkowo wolnościowe status quo skutecznie można bronić choćby przez Konstytucję. Tu znów się uwidacznia, jak zachodni demoliberalizm zręcznie splątuje ze sobą dwie, pozornie sprzeczne idee i gdzie Korwin popełnia błąd. Jego myślenie jest myśleniem życzeniowym, bo ten chce monarchii czy nawet władzy autorytarnej, która ponoć chroniłaby wolności – tylko, że jest tu mała luka logiczna, bo gdzie interes monarchy czy autorytarnego przywódcy w stworzeniu przyjaznego obywatelom państwa? Czy praktyka historyczna nie udowodniła już dostatecznie, że tak po prostu nie jest – choćby Pinochetem, który mordował nawet kobiety i dzieci?

Nie zwracając już uwagi nawet na misteria filozofii, arkany politologii i inne mądre słowa mądrych nauk, samozwańczym "wolnościowcom" zdarza się po prostu dyskryminować niektóre z mniejszości, a najbardziej chyba osoby homoseksualne, gdzie porównuje się seks gejów do stosunku z dziurą w płocie i przyklaskuje się zakazom pokojowych manifestów.

W ogóle to wolność jest dość przebrzmiała i to nie tylko w tym konkretnym przypadku. Mamy przecież też Razem, które mówi o wolności negatywnej, uwolnieniu się od wszechwładzy korporacji; PiS, które wrzeszczy o wolności Polski od Zachodu (jako niezależność); PO i partie satelickie, które zajmują się demokracją itd. Powinniśmy zastanowić się nad znaczeniem słów, których używamy, nawet jeśli pozornie są proste do zdefiniowania. Na pewno nadałoby to świeżości debacie publicznej.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami na ten temat? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE MEDIA