Krytycznie o Młodzieżowym Strajku Klimatycznym

Wiem, że ciężko jest wejść w nadchodzącą dekadę z optymizmem. Wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że zbliżają się ciężkie czasy. Uważam jednak, że nie możemy dać się porwać apokaliptycznym myślom – musimy stale mieć nadzieję, że nasz los da się jeszcze odwrócić.


Krytycznie o Młodzieżowym Strajku Klimatycznym

Jakieś dwa miesiące temu opublikowałem na portalu Alternatywa tekst pt. „Nie spisujcie ludzkości na straty”, w którym starałem się udowodnić, że apokaliptyczne myślenie o przyszłości nie ma większego sensu. Doszedłem jednak do wniosku, że jest on niekompletny i niedopracowany. Postanowiłem w związku z tym napisać nowy felieton, tym razem poszerzający pewne kwestie oraz odnoszący się do bieżących wydarzeń.

W ostatnim czasie Szkolny Strajk dla Klimatu, z protestu kilkunastu aktywistów przekształcił się w globalną akcję, łączącą młodzież z ponad stu krajów. Warto również wspomnieć, że Strajk objął swoim zasięgiem nie tylko duże miasta, jak Warszawa czy Kraków, ale i stosunkowo małe mieściny – jak choćby moje rodzinne Radomsko, mające niespełna pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców (nawiasem mówiąc, za organizację tego wydarzenia odpowiadało kilku moich znajomych). Głosy poparcia napływają od polityków z całego świata, a sama pomysłodawczyni MSK, Greta Thunberg, bliska była zostania najmłodszą laureatką Pokojowej Nagrody Nobla.

Naprawdę podziwiam idealizm tysięcy nastolatków, którzy wyszli na ulicę, aby protestować przeciw bierności wobec postępujących zmian klimatu. Mimo to ciężko jest mi się oddać powszechnemu zachwytowi, który towarzyszy od kilku miesięcy Grecie Thunberg i skupionemu wokół niej ruchowi – uważam bowiem, że ten rodzaj aktywizmu (graniczący momentami z wręcz religijnym fanatyzmem) nie tylko nie jest w stanie wywrzeć odpowiedniej presji na polityków, ale i w dłuższej perspektywie może wręcz zaszkodzić całej sprawie.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Radomsku. Fot. Leon Kuc

Na sam początek chciałbym przywołać słowa Grety Thunberg z tegorocznego szczytu ekonomicznego w Davos:

Nie chcę nadziei (…), chcę byście panikowali. Chcę, żebyście czuli strach, który ja odczuwam każdego dnia. I dopiero potem chcę, byście działali. Chcę, żebyście działali tak, jakby działalibyście podczas kryzysu. Jakby nasz dom płonął. Bo płonie.

Owszem, strach bywa momentami naprawdę przydatny: gdy na przykład zobaczysz pięść niebezpiecznie szybko zbliżającą się do twojej twarzy, to spanikujesz i po prostu uchylisz się od ciosu. Czy jest to jednak najlepsze rozwiązanie i w tym wypadku? Absolutnie nie – strach może zadziałać na krótko, ale z pewnością nie przyciągnie kogokolwiek do sprawy na stałe. A przecież właśnie tego potrzebujemy: poparcia społecznego dla wieloletnich, rozłożonych na kilka dekad reform.

Z używaniem retoryki strachu wiąże się jeszcze jeden kłopot: działa tylko wtedy, gdy ludzie czują, że zagrożenie jest blisko. Globalne ocieplenie, choć zachodzi w przerażająco szybkim tempie, nadal jest procesem dosyć wolnym – oznacza to ni mniej, ni więcej, że ciężko byłoby nam utrzymać narrację o czyhającej tuż za rogiem katastrofie przez dziesięć, dwadzieścia lub nawet trzydzieści lat.

Pamiętacie opowieść o pastuszku, który krzyczał „wilk”? Sytuacja jest analogiczna – kiedy straszymy ludzi jakimś zagrożeniem dostatecznie często, to po pewnym czasie przestaną zwracać na nie uwagę.

Wielu może się w tym miejscu obruszyć i powiedzieć: „Mateusz, nie ma już czasu na czcze gadanie! Musimy działać szybko, tak, jakby nasz dom płonął!”. Cóż mogę rzec – absolutnie się z wami zgadzam!

Niech będzie, użyjmy tej analogii. W twoim domu właśnie wybuchł pożar. Co robisz? Czy biegasz po całym budynku i nieudolnie próbujesz ugasić ogień za pomocą szklanki wody? Czyż nie doprowadzi to w najlepszym razie do zatrucia dymem? A może jak najszybciej ewakuujesz się na zewnątrz i powiadamiasz o pożarze straż pożarną? Z kwestią globalnego ocieplenia jest podobnie – jeśli chcemy powstrzymać nadchodzącą katastrofę, musimy w pierwszej kolejności zachować trzeźwy umysł.

Najbardziej obawiam się tego, że retoryka strachu, która Thunberg zbudowała wokół tematu zmian klimatycznych, może doprowadzić do efektu dokładnie odwrotnego do zamierzonego. Ton jej wypowiedzi jest niezwykle ostry i agresywny – gdybym zaliczał się do grona negacjonistów klimatycznych, młoda Szwedka nie tylko nie przekonałaby mnie, że globalne ocieplenie rzeczywiście ma miejsce, ale i wzbudziła większą niechęć do proponowanych rozwiązań.

Sądzę również, że sam ruch Młodzieżowych Strajków Klimatycznych może nie przetrwać próby czasu; Jak już wyżej wspomniałem, strach nie jest w stanie zatrzymać kogoś przy danej idei na zbyt długo. O ile nie wydarzy się nic naprawdę katastrofalnego, MSK prawdopodobnie straci swój impet już za kilka lat – nie można przecież protestować w nieskończoność.

Chciałbym przytoczyć w tym miejscu fragment felietonu autorstwa Jakuba Wiecha pt. „Greta Thunberg. Klimatyczny symbol bez znaczenia”, który został opublikowany na portalu Energetyka24:

Jej [Grety Thunberg, przyp. aut.] ruch może co najwyżej posłużyć jako arka, która przewiezie energię i zaangażowanie społeczne w przyszłość, do nowej formy aktywizmu - ale na to się nie zanosi, gdyż światu najwyraźniej odpowiada taka (nieskuteczna i przepalająca własny potencjał) forma działania. Tymczasem trzeba cały czas pamiętać, że wehikuł jest tylko środkiem, nie celem i sam w sobie nie będzie receptą na zmiany klimatu. A formułę skutecznego klimatycznego aktywizmu, aktywizmu 2.0, będącego na tyle kompleksowym i wysublimowanym, by poradzić sobie z molochem zmian klimatu, trzeba dopiero wymyślić. Unikanie pytania o skuteczność, polegające na zasłanianiu się postacią 16-latki nie jest zaś krokiem w tym kierunku.

Żeby jednak nie było, dostrzegam również wiele pozytywów, które niesie ze sobą Młodzieżowy Strajk Klimatycznych – przede wszystkim o globalnym ociepleniu zaczęto wreszcie mówić głośno. Interesuję się tym tematem od dobrych kilku lat i nie pamiętam, by kiedykolwiek wcześniej media poświęcały mu tak wiele uwagi.

MSK prawdopodobnie nie zmieni świata, ale może przynajmniej spróbować popchnąć go w dobrym kierunku. Wierzę, że protesty młodych ludzi sprowokują poważną dyskusję na tematy związane z ochroną środowiska, a wtedy do głosu dojdą wreszcie marginalizowane przez lata autorytety naukowe.

Wiem, że ciężko jest wejść w nadchodzącą dekadę z optymizmem. Wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że zbliżają się ciężkie czasy. Uważam jednak, że nie możemy dać się porwać apokaliptycznym myślom – musimy stale mieć nadzieję, że nasz los da się jeszcze odwrócić.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO


Subskrybuj nas: Google News | Feedly