Łamanie praw ucznia to cichy, ale poważny problem

Starałem się dotrzeć do wszystkich bohaterów opisanych wyżej historii, jednak nie zawsze było to możliwe. Ci, z którymi udało mi się skontaktować, wspominali, że w ich szkołach takie rzeczy zdarzają się nagminnie.


Łamanie praw ucznia to cichy, ale poważny problem

Statutawka to grupa na Facebooku, która liczy ponad 20 tys. członków. Są to przede wszystkim uczniowie poszukujący pomocy, gdy ich prawa zostaną naruszone przez nauczycieli lub szkołę. Pomoc tę zazwyczaj uzyskują – grono życzliwych dusz z chęcią podpowie gdzie złożyć skargę oraz na jakie akty prawne się w niej powołać.  

Na grupie odnaleźć można dziesiątki uczniowskich historii, często całkowicie anonimowych, opisujących ich zmagania z rodzimym systemem oświaty. Większość postów jest krótka i dotyka stale powtarzających się tematów: ktoś chce wspólnie z klasą zmienić nauczyciela przedmiotu i pyta się, w jaki sposób to zrobić, komuś znowu wystawiono niesprawiedliwą ocenę, a jeszcze ktoś inny pyta się, czy musi płacić składkę na kwiaty na Dzień Nauczyciela (nie musi, ale byłoby miło, gdyby jednak się złożył).

Niektóre przypadki są jednak trochę bardziej skomplikowane – to właśnie im chciałbym się przyjrzeć w tym tekście.

Średnio raz w miesiącu ktoś słabnie przed jej lekcjami, […] ludzie wymiotują ze stresu […] ale nikt nie chce złego samopoczucia zgłaszać, bo będzie się mścić na całej klasie”

Post anonimowy. Pewna dziewczyna pyta się, czy można coś zrobić z nauczycielką, która, choć uczy niezwykle dobrze, robi to kosztem zdrowia uczniów. Pisze dalej, że potrafi ona z dnia na dzień zadać „kilkunastostronicowy esej” albo „maturę do zrobienia, ale niedostosowaną do naszego poziomu, tylko pełną, wziętą żywcem ze strony CKE”, a podczas całego roku szkolnego wystawia nawet do 70 ocen.

Zaznacza jednak, że nie to jest w tym wszystkim najgorsze – olbrzymie ilości prac domowych da się jeszcze jakoś przeżyć, podobnie zresztą jak liczbę ocen. Prawdziwym problemem jest jej zachowanie na lekcjach. Anonimowa użytkowniczka pisze: „Drze się na nas, bo to już nie jest krzyk, za najmniejszą głupotę, nawet jeśli to, co zrobiliśmy wynika z jej winy. Potrafi się mścić jeśli ktoś zrobi coś źle, nawet jeśli wynika to po prostu z jego niewiedzy. Jeśli ktoś zapyta się na lekcji o wytłumaczenie czegoś, co już było, to odbija się to na całej klasie, jak możecie się domyślić - bardzo negatywnie”*. Na pytanie czym jest „mszczenie się” odpowiada krótko: „mam na myśli, że będzie bardzo, bardzo mocno cisnąć klasę albo tę jedną konkretną osobę, sama niestety kiedyś padłam jej ofiarą”.

Podkreśla jednak, że jej uczniowie osiągają niezwykle wysokie wyniki na maturze, zazwyczaj przekraczające 90%. Opisywana nauczycielka „potrafi wbić do głowy absolutnie wszystko, ale tylko dlatego, że wszyscy się jej po prostu boją”. Autorka posta dodaje, że „średnio raz w miesiącu ktoś słabnie przed jej lekcjami”, ale z obawy przed konsekwencjami nikt nie zgłasza złego samopoczucia.

Post nie zostaje bez odzewu, kilkunastu użytkowników chętnie udziela porad. Większość radzi, aby porozmawiać z wychowawczynią, inni, że lepiej natychmiast udać się do dyrektora. Ktoś podpowiada, że całą sytuację można podciągnąć pod artykuł 207 Kodeksu Karnego, dotyczący fizycznego lub psychicznego znęcania. Pojawia się nawet propozycja, aby zainteresować sprawą lokalne media.

Po chwili wskazał na moich dwóch kolegów, którzy nie mieli styczności z tą sprawą, jeden ze stresu zapadł w histerię, a drugi nie podniósł się i tylko siedział zszokowany, po czym wychowawca krzyknął do niego «Podnieś swoją pierdo... dup...!»”

Tym razem autor jest znany, to uczeń jednej z warszawskich podstawówek. Opisuje sytuację, która spotkała go przed kilkoma tygodniami. Sprawa dotyczy jego kolegi, który został bezpodstawnie oskarżony przez swojego wychowawcę o palenie papierosów.

„W ostatni wtorek na lekcji religii, do klasy wbiegł mój wychowawca. […] Wiedziałem, że szykuje się coś niedobrego, wiec bardzo szybko włączyłem dyktafon na zegarku. […] Z dziwną tajemniczością zaczął wypytywać o palenie papierosów losowe osoby”.

Nauczyciel wyszedł następnie z klasy i wrócił z dyrektorką szkoły. Przez chwilę grozili oni konsekwencjami, które wyciągną wobec palących uczniów, a następnie poprosili dwóch nastolatków o wyjście na korytarz. Jak pisze autor posta: „[były to] osoby znane z tego, że palą, nic niezwykłego”. Na tym się jednak nie skończyło – ku zaskoczeniu wszystkich, wychowawca wskazał również na dwóch uczniów, którzy nie mieli z tą sprawą żadnej styczności.

„Jeden ze stresu zapadł w histerię, a drugi nie podniósł się i tylko siedział zszokowany po czym wychowawca krzyknął do niego «Podnieś swoją pierdo... dup...!». Ja na szczęście nie zostałem wezwany” - pisze dalej autor.

Po chwili jeden z chłopców wrócił. Powiedział, że wychowawca chce wrobić go w sprawę palenia, aby uratować rzeczywistego winowajcę, który posiada bliżej niesprecyzowane „układy” z gronem pedagogicznym. Ma o tym świadczyć fakt naciągania miesięcznej oceny z zachowania oraz notorycznego ignorowania przez nauczycieli jego wyskoków. „Kiedyś dusił kolegę X co doprowadziło do potrzeby wezwania pogotowia. Nie miał z tego żadnych konsekwencji” - pisze autor. Dodaje, że został on również złapany z narkotykami.

Komentarz jest zaledwie jeden, ale za to niezwykle treściwy – administrator grupy radzi, aby rozważyć pozew związany ze stawianiem bezpodstawnych oskarżeń. Jak twierdzi, dowodów na palenie nie ma, więc nie ma się również czego obawiać. Dodaje również, że warto zainteresować całą sprawą kuratorium.

Post został opublikowany 12 grudnia. Piszę do autora, aby zapytać się, jak zakończyła się cała sytuacja. Po kilku minutach odpisuje: sprawa została zawieszona, jednak koledze obniżono ocenę z zachowania. Dowiaduję się również, że jego wychowawca złożył podanie o zwolnienie, oficjalnie z przyczyn zdrowotnych.

Donosy do dyrektorki nic nie dadzą, a gdy były, dyrekcja była w stanie zagrozić, że jeżeli odkryją kabla, to naślą na jego rodzinę opiekę społeczną”

„Moja znajoma chodzi do pewnej szkoły wojskowej, gdzie chyba łamane są wszelkie zasady, które tylko wymyślono” - zaczyna swój post jeden z członków grupy. Pisze w imieniu koleżanki, bo ta za bardzo boi się konsekwencji, które mogą jej grozić ze strony grona pedagogicznego. - „Ta szkoła dosłownie terroryzuje wszystkich uczniów, co wiem z relacji”.

Opisuje sytuację, która wydarzyła się na jednej z lekcji: „Jeden z nauczycieli […] oblał kartkówkę, dlatego, iż była ZBYT SZCZEGÓŁOWA, NIE BYŁO TAM (uwaga) NAWIASU oraz osoba posiadała BRZYDKĄ KARTKĘ”.

Na tym się jednak nie skończyło. Nauczyciel zaczął na forum wyśmiewać uczennicę, głośno komentując jej pracę. Kiedy dziewczyna się rozpłakała, kazał jej „przestać ryczeć”. Autor pisze, że takie rzeczy zdarzają się tam nagminnie, jednak wszelkie skargi są bagatelizowane przez dyrektora i kuratorium.  

„Donosy do dyrektorki nic nie dadzą, a gdy się pojawiały, dyrekcja była w stanie zagrozić, że jeżeli odkryją kabla, to naślą na jego rodzinę opiekę społeczną” - podsumowuje autor i prosi o pomoc.

Ta przychodzi niemalże natychmiast: członkowie grupy proponują, aby zainteresować całą sprawą lokalne media. Ktoś pisze, że można zorganizować protest – on kiedyś organizował taki w swojej szkole, chętnie pomoże.  

Pada również pomysł, aby pismo skierować bezpośrednio do ministerstwa, z pominięciem kuratorium. Autor posta dopytuje, po chwili dostaje konkretne instrukcje, w jaki sposób je napisać i gdzie złożyć.  

Czy dyrektor może zabronić uczniowi udziału w konkursie?”

Tym razem swoją historią dzieli się licealista ze Słupska – w jego szkole co roku odbywają się próbne matury, które mają na celu sprawdzenie wiedzy i umiejętności uczniów. Niestety, w tym roku ich data zbiegła się z pewnym konkursem fizycznym (jak możemy wywnioskować, dosyć prestiżowym), do którego autor posta przygotowywał się od końca drugiej klasy.

Dyrektor uznaje, że matura jest ważniejsza od olimpiady i nakazuje nastolatkowi napisać egzamin. „Nie pomogły prośby nauczyciela fizyki, rozmowy z nim itd. - efekt był taki, że zapowiedział, że osoby, które pójdą na konkurs […] nie zostaną do niej [matury próbnej, przyp. red.] dopuszczone” - pisze autor.

Użytkownicy Statutawki reagują na post ze wściekłością – pojawiają się liczne głosy oburzenia, a dyrektor jest oskarżany o blokowanie rozwoju uczniów. Oliwy do ognia dolewa sam pokrzywdzony, który wspomina, że za arkusze do próbnej matury licealiści musieli zapłacić 35 zł. Matury, przypomnijmy, obowiązkowej.

Administratorzy szybko organizują pomoc dla załamanego maturzysty. Wspólnie z zainteresowanym przygotowują pismo do pomorskiego kuratorium oświaty. Kilka tygodni później jest już po wszystkim, kontrola wykazuje szereg nieprawidłowości w statucie. Szkoła musi zmienić go w przeciągu kilku najbliższych miesięcy.

Raz śmiesznie, raz straszno

„Czy nauczycielom/szkole grozi coś konkretnego za niestosowanie orzeczenia o niepełnosprawności ucznia?” – pyta uczeń podstawówki. Przewijam na dół, kolejny post: „Cześć, czy szkoła (technikum) może sama z siebie przedłużyć semestr dla jednej klasy, bo tak się dyrektorce podoba, bo do egzaminu muszą się ludzie uczyć?”.

Kilka ruchów kciuka dalej ktoś opisuje sytuację uczniów jednego z iławskich techników. Tym razem sprawa jest głośna, przedostała się nawet do lokalnych mediów – nastolatkowie są zamykani na czas przerw w szkole, co znacznie utrudnia im naukę (wielu z nich musi przemieszczać się pomiędzy budynkami na praktyki). W komentarzach wypowiadają się inni uczniowie: zauważają, że zamykanie drzwi może naruszać przepisy przeciwpożarowe.

Niektóre historie wydają się być bardziej śmieszne niż oburzające – licealista w anonimowym poście żali się na nową nauczycielkę, która powiedziała, że wezwie do szkoły policję, jeśli ktoś nie przyjdzie na jej lekcję, a był obecny na poprzednich. Post nie zostaje bez odzewu, komentujący uspokajają, że kwestiami wagarów nie zajmuje się policja, a dyrektor i grono pedagogiczne, więc nauczyciel może co najwyżej zarobić mandat za nieuzasadnione wezwanie.

Epilog

Starałem się dotrzeć do wszystkich bohaterów opisanych wyżej historii, jednak nie zawsze było to możliwe. Ci, z którymi udało mi się skontaktować, wspominali, że w ich szkołach takie rzeczy zdarzają się nagminnie. Uczniowie jednak za bardzo obawiają się konsekwencji, aby cokolwiek z tym faktem zrobić.

Wiedząc, że nie ma raczej szans na systemowe rozwiązania, zaczęliśmy organizować się sami. Ledwie kilka tygodni temu powstała Fundacja na rzecz Praw Ucznia, prowadzona przez 17-letniego Mikołaja Wolanina. Organizuje ona ogólnopolski konkurs wiedzy o prawach ucznia, a w szerszej perspektywie ma pełnić funkcję edukacyjną.

Nauczyciele całkiem słusznie domagają się szacunku dla swojej pracy; jest on niezbędny, aby tworzyć dobrą edukację. Wielu z nich zdaje się jednak zapominać, że ta relacja działa w dwie strony – jeśli oni będą szanować nas, to my odwdzięczymy się tym samym.

*niektóre cytaty zostały delikatnie zmodyfikowane w celach stylistycznych.

Kilka przydatnych linków:


Subskrybuj nas: Google News | Feedly



Chcesz wiedzieć więcej? Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO