Marc Randolph: Zaprasza na obiad, czyli recenzja książki "Netflix. To się nigdy nie uda"

Przez ostatnie kilka dni czytania książki założyciela Netflixa i pierwszego CEO miałem wrażenie jakbym rzeczywiście spotkał się z nim w restauracji i poprosiłbym o opowiedzenie historii powstania Netflixa, ale nie tej znanej z mediów i często upraszczanej dla inwestorów tylko takiej prawdziwej.

Marc Randolph: Zaprasza na obiad, czyli recenzja książki "Netflix. To się nigdy nie uda"

Historia, którą przedstawia nam współzałożyciel największej platformy streamingowej rozpoczyna się w 1997 roku i trwa do roku 2004, kiedy to Marc Randolph postanowił odejść z Netflixa. Książka jest napisana w formie pamiętnika, nie jest to biografia współzałożyciela. Autor postanowił jak najwierniej odtworzyć wydarzenia, które pamiętał z tamtych lat oraz jak zapamiętali je wszyscy ówcześni pracownicy. W książce znajdziemy wiele rad dotyczących tworzenia własnego biznesu, budowania kultury organizacyjnej, budowania relacji z innymi ludźmi oraz jak pogodzić życie zawodowe z życiem rodzinnym. Często gdy słyszymy o startupach lub dużych firmach, wydaje nam się, że ich założycielami były osoby w bardzo młodym wieku mający około 20 lat. Tymczasem współzałożyciel Netflixa miał 40 lat, żonę i trójkę dzieci. Jak sam pisze, od samego początku tworzenia firmy zastanawiał się, jak pogodzić spełnianie swoich marzeń zawodowych z życiem rodzinnym.

Książka nie jest tylko zbiorem rad dla biznesmenów, ale zawiera również wiele informacji na temat tego jak rozwiązywać problemy, które dotyczą wielu ludzi na całym świecie. Autor często zwraca się do czytelnika w sposób bardzo bezpośredni, tak jakby znał nas, a my jego, co czyni materiał bardzo interesującym i z chęcią się go czyta. Choć Randolph osiągnął ogromny sukces zawodowy i finansowy, zachowuje on niewątpliwie ogromną skromność i to prawdziwą, a nie udawaną. Jest wiele osób, które w rzeczywistości mają zawyżone poczucie własnej wartości lub oceniają siebie jako ludzi skromnych, a w rzeczywistości nimi nie są. Randolph zna swoje mocne strony i swoją wartość, potrafi jasno powiedzieć do czego się nie daje, między innymi dlatego odszedł z Netflixa w 2004 roku — wiedział, że nie będzie przydatny dla tak dużej firmy, jaką już wtedy był Netflix i po prostu postanowił odejść. Można powiedzieć, że współzałożyciel platformy streamingowej jest swego rodzaju mentorem i zarazem przyjacielem. Daje nie tylko rady przyszłym biznesmenom, ale również zwykłym ludziom, którzy chcą się spełniać zawodowo. Jednym z moich ulubionych cytatów jest:

Sukces odnosisz wtedy, gdy masz jakieś marzenie i dzięki poświęceniu czasu, talentom oraz wytrwałości urzeczywistniasz je. Chyba jestem dumny z tego, że wpisują się w tę definicję. Ale wiesz, z czego jestem najbardziej dumny? Dokonałem tego wszystkiego, mając u boku wspaniałą żonę i wychowując dzieci, które nie tylko dobrze mnie znają, ale też, o ile mi wiadomo, całkiem za mną przepadają. Dopiero co spędziłem dwa tygodnie na plaży razem z Lorraine, Loganem, Morgan i Hunterem. Nie robiąc absolutnie nic poza rozkoszowaniem się ich obecnością. Wydaje mi się, że właśnie na taką definicję sukcesu wskazują zasady Randolpha. Tego zawsze pragnął dla mnie ojciec spełnienia marzeń, urzeczywistnienia planów, pielęgnowania miłości w rodzinie. Olać pieniądze, olać akcje i udziały. To jest dopiero sukces.

Te słowa pokazują ogromną życiową mądrość współzałożyciela największej platformy streamingowej na świecie. Mimo że uważam tę książkę za świetną i myślę, że każdy czytelnik znajdzie w niej coś ciekawego dla siebie, to nie mogę pozbyć się wrażenia, że jest ona również treścią marketingową, choć pewnie nie było to intencją samego autora. Wiele osób po jej przeczytaniu skorzysta z oferty Netflixa lub do niego wróci. Ja sam po jej przeczytaniu nabrałem ochoty na obejrzenie jakiegoś filmu lub serialu. Nagle uświadomiłem sobie, że od roku wyrzucam swoje pieniądze w błoto, ponieważ nie mam czasu na oglądanie filmów i seriali. Mimo to wciąż płacę za subskrypcję, co najśmieszniejsze, gdybym nie przeczytał tej książki, nawet bym się nie zorientował.  Teraz nawet mam ochotę nadal ją płacić, choć z niego nie korzystam, po prostu w hołdzie dla tych wszystkich ludzi, którzy stworzyli to niezwykłe dzieło. Jednak nie jestem bogaczem, by wydawać w taki sposób pieniądze, w związku z tym prawdopodobnie pożegnam się z Netflixem do momentu, gdy znajdę więcej czasu na obejrzenie jakiegoś filmu.  


Źródło: foto: Marc Randolph citynews.com


Share Tweet Send
0 Komentarze
Loading...