Niebezpieczne zabawy w oswajanie prawicowych radykałów

Niebezpieczne zabawy w oswajanie prawicowych radykałów

Środowiska liberalne mają od pewnego czasu dziwną tendencję do sympatyzowania z nacjonalistami. To zdecydowanie niebezpieczny i toksyczny flirt, który może skończyć się fatalnie dla nas wszystkich. Ten, kto próbuje oswajać radykalizm prawicowy zdaje się być w najlepszym przypadku głupcem. To wpuszczenie do domu drapieżnego zwierza naiwnie myśląc, że można zrobić z niego przyjaciela. Nawet jeśli daje się głaskać i przyjemnie mruczy, zawsze będzie śmiertelnym zagrożeniem dla domowników.

Profesor Michał Bilewicz, psycholog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego napisał na Twitterze, że posłowie Konfederacji - Dziambor, Sośnierz i Berkowicz - budzą w nim pozytywne uczucia i wydają się być bardzo sympatyczni. W przeciwieństwie do ekipy Zbigniewa Ziobry, która takich uczuć w nim nie wzbudza. Oczywiście pan profesor podkreślił, że ma zgoła odmienne poglądy od wspomnianych panów. Ale z całego wpisu wynika, że nie poglądy zdają się być ważne, tylko właśnie uczucia.

Jak mówi łacińska maksyma: „De gustibus non est disputandum”. Każdy ma prawo do swoich odczuć i różni ludzie mogą wzbudzać w nas pozytywne uczucia, czasem nawet to bywa zaskakujące. Kto nie sympatyzował nigdy z czarnymi charakterami w filmach? Kto nie czuł pozytywnych emocji w stosunku do Hannibala Lectera, chociaż wszyscy wiemy, że był psychopatycznym mordercą? Zdarza się. O ile w przypadku filmowych bohaterów nie ma to większego znaczenia, o tyle w przypadku kreowaniu społecznych nastrojów należy być ostrożnym. Niestety od pewnego czasu obserwujemy wśród salonowych środowisk liberalnych dziwną, a zarazem niebezpieczną tendencję  do ocieplania wizerunku nacjonalistów i sympatyzowania z nimi.  

Wspomniany wpis wydaje się nie być tylko luźno rzuconym spostrzeżeniem o własnych odczuciach. Jednak biorąc pod uwagę, że pisze go profesor psychologii, można w nim dostrzec zręczny zabieg socjotechniczny. Autor nie dzieli się tylko swoją sympatią, ale wkracza wyraźnie w politykę zestawiając swoje pozytywne uczucia względem posłów Konfederacji z antypatią do posłów Solidarnej Polski. W ten sposób uczucia stają się punktem wyjścia do budowania preferencji politycznych. Obserwujemy aktualnie kryzys w obozie Zjednoczonej Prawicy. Miejsce Solidarnej Polski w rządzie stoi pod znakiem zapytania. Profesor wykorzystuje ten moment, żeby zasugerować, że Konfederacja mogłaby być lepszy koalicjantem niż ugrupowanie Zbigniewa Ziobry. Tak mentalnie oswaja się ludzi z myślą o tym, że skrajna prawica może rządzić Polską i że może być w tym coś pozytywnego. Bo przecież są sympatyczniejsi od Ziobry i jego ludzi. To nic, że ich nacjonalistyczne i fundamentalistyczne poglądy nie mają w sobie nic sympatycznego. Jest to bardzo ryzykowny flirt, który może wciągnąć nas wszystkich w toksyczny związek.

Pan profesor kontynuuje poprzedni wpis, który okazuje się być wstępem do jeszcze niebezpieczniejszej narracji. „Choć na zdrowy rozum wyrażana otwarcie mizoginia, antysemityzm czy gatunkowizm powinny budzić we mnie odrazę. Jednak na jakimś poziomie wydaje mi się, że oni mają do tego dystans i że to wszystko jest nieszkodliwym happeningiem” - pisze autor. I tak oto dostajemy zupełnie niedopuszczalny przekaz. Mizoginia, antysemityzm, homofobia, ksenofobia mogą nie budzić odrazy, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi. Wystarczy, że są wyrażane przez sympatycznych panów w garniturkach, którzy przecież tak naprawdę wcale nie są przywiązani do tego, co mówią. Mamy do czynienia z próbą sprowadzenia propagowania nienawiści, uprzedzeń, dyskryminacji do nieszkodliwego happeningu. Profesor psychologii musi zdawać sobie sprawę z tego, jak niebezpieczny jest taki wpis.

Przypomina mi się zdjęcie grupki nazistów stojących na mostku. Mają roześmiane twarze, jeden z nich trzyma harmonię, ewidentnie świetnie się bawią. Niesamowicie sympatyczne zdjęcie. Jak się okazuje, zrobiono je podczas wyjazdu integracyjnego załogi obozu zagłady Auschwitz. Sympatyczni naziści. Może ten cały ich antysemityzm, to taki happening był. Może oni mieli dystans do tego, co robili. Tylko, że ofiary Holocaustu napewno nie miały dystansu do nazistowskiego antysemityzmu.

Może pan profesor w latach trzydziestych ubiegłego wieku napisałby, że te karykatury Żydów, przemówienia antyżydowskie, publikacje i nagonki, to tylko taki happening. Jednak 75 lat od Auschwitz każdy powinien wiedzieć do czego prowadzi antysemityzm oraz każda inna forma nienawiści, którą próbuje się bagatelizować. Nie ma nieszkodliwego antysemityzmu, nieszkodliwej mizoginii, nieszkodliwej homofobii. Tak samo, jak sympatyczni antysemici są po prostu antysemitami, a sympatyczni homofobowie po prostu homofobami. Nie ma znaczenia, czy ładnie się uśmiechają i robią dobre wrażenie. Jeśli ktoś nawołuje do nienawiści, sieje uprzedzenia, jest dyskryminujący w swoich wypowiedziach, to nigdy, ale to nigdy, nie powinniśmy zwracać uwagi na to, że jest przy tym sympatyczny. To mniej lub bardziej odwraca wzrok od zła, które przemyca się pod płaszczykiem sympatyczności. To usypia czujność, a trzeba pamiętać o tym, co mówił Marian Turski podczas obchodów 75. rocznicy wyzwolenia Auschwitz:

„ Auschwitz nie spadł nagle z nieba. Auschwitz tuptał, dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, aż stało się to, co stało się tutaj (…) Jedenaste przekazanie: nie bądź obojętny. Bo jeżeli będziesz, to nawet się nie obejrzycie, jak na was, na waszych potomków jakieś Auschwitz nagle spadnie z nieba.”

Share Tweet Send
0 Komentarze
Loading...