No tak średnio bym powiedział – recenzja Avengers: Endgame

Przez dłuższy czas nowe dzieło braci Russo robiło na mnie ogromne wrażenie. Kapitalnie zarysowany świat, świetnie przedstawiony krajobraz po tragedii, jaka dotknęła cały kosmos. Dobre, bezbłędnie zagrane dialogi, doskonale utrzymane tempo akcji. Cała ta sielanka nie trwała jednak zbyt długo.


No tak średnio bym powiedział – recenzja Avengers: Endgame

Powiem szczerze – poprzednia część przygód Avengers nie przypadła mi do gustu, przynajmniej nie tak jak niemal całej reszcie internetu. Ot, przyjemny film akcji z całkiem ciekawymi bohaterami i ogromną stawką, który jednak nie potrafi wyjść poza ramy tego stereotypu (nie zgadzam się z mówiącymi, że Thanos był jakimś świetnym antagonistą). Jednak było to moje pierwsze zetknięcie z samym MCU, więc po obejrzeniu innych filmów z uniwersum przyjąłem, że koniecznie muszę iść na zakończenie serii.

I powiem szczerze, przez dłuższy czas nowe dzieło braci Russo robiło na mnie ogromne wrażenie. Kapitalnie zarysowany świat, świetnie przedstawiony krajobraz po tragedii, jaka dotknęła cały kosmos. Dobre, bezbłędnie zagrane dialogi, doskonale utrzymane tempo akcji. Cała ta sielanka nie trwała jednak zbyt długo, bo po ukazaniu tego niewyobrażalnego dramatu film wrócił do klasycznych elementów Infinity War.

Otrzymujemy zatem pełną nieskończonej ilości twistów, które zdają się istnieć tylko po to, żeby marnować czas ekranowy widza – co samo w sobie jest dziwne,  patrząc na to, że film trwa 3 godziny i mogłoby się obyć bez większości zwrotów akcji, które same w sobie nic nie wnoszą – nie pchają fabuły do przodu, nie ukazują bohaterów w nowym świetle ani nawet nie dają jakiegoś ciekawego ujęcia czy dialogu. Po prostu przechodzimy przez charakterystyczne dla gatunku motywy wewnątrz danej sceny.  

Same dialogi, tak znakomicie przedstawione w pierwszym akcie, po zawiązaniu akcji stają się po prostu nudne. Prawie każde wypowiadane przez bohaterów zdanie musi być namaszczane patosem, niezależnie od wydarzeń na ekranie. Co prawda sceny akcji są niezwykle piękne, muzyka wchodzi świetnie w nastrój sytuacji, jednak jest to dość oczywiste zważywszy na budżet filmu. Tak samo tylko dla zasady należy wspomnieć o świetnej grze aktorskiej – Robert Downey Jr. i spółka robią świetną robotę.

Wracając jednak jeszcze do scen akcji, to wydarzenia w nich są również klasyką gatunku. Ot, raz jedna strona wygrywa, raz druga, ktoś przez chwilę leży, ale znów się podnosi. Ponadto każdy z Avengers niemal we wszystkich przypadkach staje się niejako deus ex machina dla reszty drużyny, klasycznie w idealnym momencie broniąc przed jakąś szkodą.

Czy jednak czwarta część przygód Mścicieli to zły film? Przeciwnie. To bardzo dobrze zrealizowany film akcji, który nie potrafi jednak wyjść poza ramy gatunku. Na pochwałę zasługuje tutaj zwłaszcza bezbłędny wstęp, który nie potrafi jednak na dobre wybrzmieć, bo zaraz wchodzi akcja. Ot, po prostu dobrze zrealizowany w swojej kategorii film, który nie zapewnia jednak większych fajerwerków dla osób szukających czegoś więcej niż kolejna część serii. Swoją rolę spełnia jednak znakomicie.


Recenzje w jednym miejscu. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz opublikować swoją recenzję? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji

Zapraszamy na nasz profil na Patronite.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO