Prawicowy polityk, zasiadający od 1991 roku w parlamencie. Wojskowy. Osoba, która niejednokrotnie swoimi wypowiedziami, szokowała wielu w politycznym półświatku. Przykładowo, porównywał on homoseksualizm do pedofilii, albo powiedział brazylijskiej kongresmence, że jest za brzydka, by ją zgwałcił. A po 28 października, pokonując lewicowego kontr-kandydata w wyborach jest to również... prezydent Brazylii, Jair Messias Bolsonaro. Co sprawiło, że został wybrany, co zamierza zmienić i czy mamy się czegoś obawiać?


Kryzys amerykańskiego państwa

Głównym powodem, który sprawił, że Bolsonaro objął władzę w Brazylii jest sytuacja nią targająca. Stosunkowo wysokie bezrobocie (12%), bieda, niski wzrost PKB, rozwarstwienie społeczne, korupcja, wysoka przestępczość (średnia w 2017 roku wyniosła 175 zabójstw dziennie) – to tylko niektóre z problemów, z którymi walczyć muszą mieszkańcy tego kraju. Dostrzegli oni jednak w nowym prezydencie szansę, lek na całe zło. Bo to właśnie wtedy, co wiemy z historii, kiedy naród zmaga się z kryzysem, na scenę wkracza populizm, czego konsekwencje mogą być przerażające.

No właśnie, populizm

Nowy "zarządca" kraju może być śmiało zaklasyfikowany jako prawicowy populista, jednocześnie człowiek będący alternatywą dla establishmentu. Pochwalał on bowiem rządy silnej ręki (juntę wojskową w Brazylii) i jest nacjonalistą. Oprócz tego mówił o militaryzacji kraju, jako sposobie na poradzenie sobie z przestępczością, na co wlicza się dozbrojenie policji, liberalizacja prawa związanego ze zdobyciem broni czy rozszerzenie granic obrony koniecznej. Jeśli chodzi natomiast o jego podejście do gospodarki, ma plan on "zerwać z socjalizmem" i faktycznie na to się zanosi, gdyż jego doradcą będzie Paulo Guedes, liberał. Czy sytuacja polepszy się? Nie sposób jak na razie orzec, choć porywczość oraz homofobiczne, nacjonalistyczne i rasistowskie zapędy nowego prezydenta mogą martwić.

flag of India near high-rise buildings
Źródło: sergio souza / Unsplash

Czy Brazylia stanie się krajem autorytarnym?

Demokracja jednak nie jest zagrożona. Brazylijczycy, mimo poparcia dla osoby sceptycznej wobec demokracji, sami są do niej mocno przywiązani i uważają ją za prawdziwą wartość – nawet ci bardziej prawicowi. Brak poparcia ludu, ale też partii w parlamencie nie pozwoli więc podejmować skrajnych decyzji Bolsonarowi. Miejmy nadzieję, że również z resztą spraw nie będzie tak źle.