O Bożym Ciele raz jeszcze [SPOILERY]

Seans był dla mnie doświadczeniem całkiem przyjemnym. Zasługa leży po stronie świetnie kreowanego zdjęciami klimatu, cudownego aktorstwa i doskonale dobranej lokacji, którą chce się tylko oglądać i oglądać i która pasuje do charakteru całego dzieła.


O Bożym Ciele raz jeszcze [SPOILERY]

Boże Ciało Jana Komasy to film, który niewątpliwie podbił polski box office i wywołał, zdawałoby się, bardzo szeroką dyskusję w polskim środowisku kinomanów. Zdobył świetne oceny zarówno u krytyków (średnia 8,2 na Mediakrytyk), jak i u widzów (średnio 8/10 na portalu Filmweb). Szczerze mówiąc, będąc niedługo po seansie ostatniego dzieła reżysera "Sali samobójców", jestem przekonany, by nie dołączać do chórów zachwycających się filmem.

To, czy seans Bożego Ciała wprawi widza w zachwyt, zależy tak naprawdę od jego moralności. Czy uwierzymy w to, że udający księdza Daniel, który wejdzie w związek z Elizą, córką kościelnej i będzie ćpał z byłym kumplem z poprawczaka, jest faktycznie wielowymiarowym bohaterem o rozbudowanej psychice.  Nie jestem osobą wierzącą ani konserwatywną, więc jego obyczajowe wybryki, które z punktu widzenia Kościoła są poważnymi grzechami, nie przeszkadzają mi aż tak i nie potrafiłem oprzeć się wrażeniu, że Daniel (alias ksiądz Tomasz) jest po prostu usilnie idealizowany.

Jego kazania zdają się szczere, płynące z serca i pełne charakterystycznej zdolności do perswazji w stosunku do tych prostych ludzi (o czym,  gdyby widz nie zrozumiał, zostanie poinformowany w scenie oczywistej ekspozycji w chwili szczerości pijanego ziomka). Mówi rzeczy, które jako potencjalni wierzący powinniśmy usłyszeć, pełne tego pozytywnego, nieagresywnego teizmu, który słyszymy co rusz od pozytywniej przedstawianych księży w kulturze i życiu społecznym. Nasz bohater jest również perfekcyjnie wierny zasadom, których został nauczony  (prócz wypadków, o których mówiłem) - zrobi wszystko, by pochować po chrześcijańsku siódmą ofiarę wypadku, traktowaną przez gmin jako sprawcę zdarzenia.

Świat przedstawiony filmu jest zaś kompletną kliszą brutalnego, nieuczciwego świata, w którym ciężko szukać dobra - przynajmniej takie są prawie wszystkie charaktery, które poznamy bliżej w dziele Komasy. Dostajemy wójta-biznesmena, któremu zależy tylko na pieniądzach i któremu nie podoba się, że ksiądz miesza się w sprawy ludu, a przeciwko któremu nasz Daniel/Tomasz powie kazanie. Mamy pełne hipokryzji rodziny ofiar wypadku, które wysyłają anonimowo pełne nienawiści listy do żony rzekomego sprawcy. Mamy nastolatki, które za dużo imprezują, za często kurwią i pierdolą, za bardzo lubią przemoc i które wsiadają naćpane do auta - i nie dotyczy to wyłącznie postaci, które poznajemy w poprawczaku.

Jedynym wyjątkiem jest ten prawdziwy ksiądz Tomasz, który jest kimś w rodzaju mentora protagonisty. Dostajemy więc scenę, gdzie mimo tego, że bohater miał całą noc na przygotowanie się do pierwszej mszy i kazania, potrafi wydusić z siebie jedynie słowa, które na początku filmu mówił do niego bohater grany przez Grzegorza Simlata.

Pod koniec filmu ksiądz zresztą przyjeżdża na plebanię, dzięki donosowi pracujących w tartaku na warunkowym kumpli Daniela. Daje głównemu bohaterowi ultimatum - albo koniec udawanego kapłaństwa, albo wszyscy się dowiedzą, kim protagonista jest naprawdę. Mimo tego, że Tomasz jest traktowany, jakby chciał naprawdę wesprzeć swojego podopiecznego, to gdy Eliza pyta, czy ksiądz Tomasz (ten Daniela) jeszcze wróci do parafii, odpowiada "Kto?" mimo iż w domyśle powinien raczej dowiedzieć się z donosu, jakie imię kapłańskie przybrał chłopak.

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, czytając moje wywody na temat pełnego klisz najnowszego filmu Jana Komasy, tak naprawdę seans obrazu był dla mnie doświadczeniem całkiem przyjemnym. Zasługa leży po stronie świetnie kreowanego klimatu, cudownego aktorstwa (zwłaszcza Bartosza Bieleni wcielającego się w Daniela) i doskonale dobranej lokalizacji. Niewątpliwie, jeżeli ktoś nie jest tak wrażliwy na niezbyt pomyślnie wtłoczone stereotypy czy będzie widział w protagoniście więcej złych cech, niż ja, będzie naprawdę zadowolony Bożym Ciałem i uzna zapewne, że to jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat.


Subskrybuj nas: Google News | Feedly



Recenzje w jednym miejscu. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz opublikować swoją recenzję? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE MEDIA