"Historia małżeńska" to najbardziej ludzki film tego roku. [RECENZJA]

W pozornym spokoju tkwi jednak całe napięcie kluczowe dla filmu. Widz, podobnie jak para głównych bohaterów, ciągle jest zasypywany informacjami, które będą przynosić mu nadzieję na wszelkie możliwe konfiguracje, z których ostatecznie tylko jedna lub żadna może być prawdziwa.


"Historia małżeńska" to najbardziej ludzki film tego roku. [RECENZJA]

Najnowszy film Noah Baumbacha prawdopodobnie nie będzie miał łatwo na tegorocznych Oscarach. Rywalizacja z filmami takimi jak "Irlandczyk", "Joker", "Pewnego razu w Hollywood" czy "Małe kobietki" sprawia, że nie można być pewnym, czy zostanie on uwzględniony przy podziale najważniejszych złotych statuetek. A wielka szkoda, bo jest to najlepszy amerykański film, jaki można było zobaczyć w tym roku, przynajmniej w polskich kinach.

Znakomita obsada będzie prawdopodobnie elementem, na który zwrócisz najwięcej uwagi. W rolach głównych, opowiadającego o rozwodzie dramatu, ujrzymy Adama Drivera (w filmie występującego pod imieniem Charlie) oraz Scarlett Johansson (Nicole) i jest to duet, który zapewni wam wiele chwil uniesienia. Ich gra stoi na najwyższym możliwym poziomie i zacząłem się nawet zastanawiać, czy słusznie uznałem Joaquina Phoenixa za najlepszego aktora tego roku. Johansson zaś z całą pewnością otrzyma za tę rolę nominację do Oscara.

Po lewej Laura Dern; Po prawej Alan Alda

Role drugoplanowe również nie zawodzą. W roli adwokatki będącej po stronie Nicole zobaczymy Laurę Dern, znaną chociażby z występów w filmach Davida Lyncha. Z kolei obrońcą Charliego będzie Alan Alda kojarzony z kultowym serialem M*A*S*H.

Fabuła, w teorii nieskomplikowana, jest kolejnym powodem, dla którego warto zobaczyć "Historię Małżeńską". Historia rozwodu reżysera i aktorki nie zaserwuje zaskakujących zwrotów akcji (za wyjątkiem jednego, stanowiącego punkt kulminacyjny całego filmu). Zamiast na opowiadaniu wielkiej, wielowątkowej opowieści, Baumbach skupia się raczej na przybliżeniu charakteru swoich postaci, ich problemów, motywacji i celów, całą resztę zostawiając gdzieś na dalszym planie, co najwyżej lekko napomknie o tym z kronikarskiego obowiązku.

W pozornym spokoju tkwi jednak całe napięcie kluczowe dla filmu. Widz, podobnie jak para głównych bohaterów, ciągle jest zasypywany informacjami, które będą przynosić mu nadzieję na pozytywne rozwiązanie konfliktu. W tym szaleństwie możliwości można przeglądać się jak w lustrze, zadając sobie pytanie, co zrobilibyśmy, będąc na miejscu postaci. Tak samo jak najważniejsze postacie, wciąż będziemy myśleć, czy przypadkiem jedno zaraz nie wróci do drugiego albo, czy nie zerwą ze sobą raz na zawsze.

Na odpowiedź trzeba wyczekiwać do samego końca, który przyniesie być może nieidealne rozwiązanie. Nie będzie ono jednak iść na siłę w przesadne efekciarstwo i w nieoczywistym, romantyzowanym naturalizmie, sprawi, że po zakończeniu seansu będzie się chciało jedynie obejrzeć film od nowa.


Subskrybuj nas: Google News | Feedly



Chcesz wiedzieć więcej? Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO