Opieka ginekologiczna w Polsce

Rozkładanie nóg na siłę i obraźliwe epitety to tylko niektóre z doświadczeń pacjentek. Jak w Polsce w rzeczywistości wygląda opieka ginekologiczna - na podstawie raportów NIK i Fundacji Rodzić po Ludzku.


Opieka ginekologiczna w Polsce

Czasy, kiedy życie kobiety nie miało większego znaczenia mamy już za sobą, jednak nie zmienia to faktu, że w Polsce nadal widzi się liczne zaniechania i niedopatrzenia jeżeli chodzi o traktowanie kobiet, choćby przez pryzmat tak wydawałoby się podstawowy jak służba zdrowia. Chociaż opieka zdrowotna gwarantowana jest nam konstytucyjnie, to nadal jej poziom raczej w pełni satysfakcjonujący nie jest.

Jeśli chodzi o opiekę ginekologiczną, dane NIK są porażające. Najgorsza sytuacja to ta w województwie podlaskim, gdzie w prawie 80% gmin nie ma ani jednej poradni ginekologicznej. Owszem w niektórych przychodniach przyjmują lekarze ginekolodzy, aczkolwiek wymiar ich pracy to 11 godzin... tygodniowo! Kobiety z mniejszych miejscowości, aby dostać się do lekarza, muszą średnio przebyć około 50 km, co jest szczególną trudnością w okresie ciąży. Ustalono, że na jednego ginekologa w niektórych województwach przypada ponad 27 000 kobiet.

Wraz z ograniczoną ilością ginekologów, znacznie wzrasta współczynnik poronień, zgonów noworodków i śmierci matek w związku z powikłaniami. Co więcej,  w ostatnim czasie został ograniczony także dostęp do badań prenatalnych - bezpłatny Program Badań Prenatalnych przeznaczony jest jedynie dla kobiet powyżej 35 roku życia, a wady genetyczne czy rozwojowe wystąpić mogą u każdego płodu bez względu na wiek matki. Rząd polski, jak nieustannie podkreśla, dba o życie nienarodzone, ale jak jest na prawdę? Poniższe wyniki mówią same za siebie. W województwie opolskim, gdzie odsetek poradni ginekologiczno-położniczych to zaledwie 9,5%, wskaźnik zgonów utrzymuje się na wysokości 34%. Dla porównania w województwie podkarpackim, gdzie procentowo liczba takich poradni jest znacznie większa (29%), obserwujemy znaczny spadek wskaźnika zgonów, bo już na poziomie ok. 5%. Jest on zatem ponad 6 razy mniejszy niż w przypadku województwa opolskiego.

Poród - rodzimy po ludzku?

Fundacja Rodzić po Ludzku w 2018 roku przeprowadziła (pierwsze w Polsce) badanie wśród 14 tys. kobiet i tym samym mogła ocenić realną sytuację na porodówkach - także tutaj dane są co najmniej alarmujące. Połowa badanych kobiet twierdzi, że w czasie porodu doświadczyła nadużyć rozumianych jako: obecność studentów przy porodzie bez wcześniejszej zgody pacjentki, brak poszanowania prywatności i intymności i niepełne doinformowanie pacjentki o jej (lub płodu) stanie zdrowia. 17% badanych zgłosiło natomiast skierowaną w swoją stronę przemoc fizyczną lub psychiczną m.in. obraźliwe uwagi, rozkładanie nóg na siłę lub też przywiązywanie ich do podpórek. Komunikacja personel-pacjentka także nie jawi się najlepiej, gdyż pacjentki często były ignorowane, wyśmiewane i rzucano w ich stronę nietaktowane komentarze. Pomimo tych negatywnych stron widzimy jednak znaczącą poprawę na przestrzeni lat - zwiększenie liczby sal porodowych jednoosobowych czy dla porodów rodzinnych, brak opłaty za obecność osoby bliskiej czy też poprawę w realizacji prawa "skóra do skóry", gdzie dziecko przez 2 godziny po porodzie ma stały kontakt z matką (gwarantuje mu to pozyskanie odpowiednich bakterii tzw. bifidobakterii, które niezbędne są do prawidłowego funkcjonowania układu pokarmowego i gwarantują większą odporność). 36% kobiet jest w Polsce zadowolonych z opieki okołoporodowej.

Mała dostępność ginekologów ma również diametralny wpływ na umieralność kobiet m.in. na raka szyjki macicy. W Polsce umiera co druga chora kobieta, a śmiertelność ta przewyższa o 70% inne kraje Unii Europejskiej. Tak wysoki współczynnik, wynika głównie z późno rozpoznanego schorzenia, gdyż w Polsce cały czas nie są dostatecznie rozpowszechnione badania profilaktyczne.

Kolejną istotną kwestią jest leczenie i refundacja leków. Przykładowo Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej walczyło o refundację leku na raka piersi - rybocyklibu i chociaż częściowo udało się ją zdobyć, to nadal dla wielu pacjentek jest ona poza zasięgiem, gdyż roczny koszt takiej kuracji to 144 tys. zł (miesięcznie 12 tys.). Jednym z kryteriów jej przyznania jest to, że lek refundowany jest jedynie dla pacjentek o pierwszej i drugiej linii leczenia. Chociaż w całej Europie umieralność na raka piersi maleje to w Polsce, jest wręcz odwrotnie, a jeszcze do 2012 perspektywy były coraz lepsze.  Powody?

Nie umiem wskazać jednego czynnika odpowiedzialnego za wzrost  umieralności. Na pewno jednym z wielu jest dewastacja system badań  przesiewowych. To jest program profilaktyki raka piersi, w ramach  którego kobiety w wieku 50-69 lat mogą co dwa lata zrobić bezpłatną  mammografię. Kiedy jej nie robią, wiele jest diagnozowanych zbyt późno,  co drastycznie zmniejsza ich szansę na przeżycie. Dodam, że screening  mammograficzny od dekad jest uznaną metodą profilaktyki. Nie ma lepszego  narzędzia. Celem jest rozpoznanie raka we wczesnym stadium  zaawansowania, tak wczesnym, że nie można go wykryć za pomocą badania  palpacyjnego. Tak mały nowotwór można bardzo skutecznie leczyć. Badania  przesiewowe mogą spełnić swój cel, gdy obejmują zasięgiem dwie trzecie  docelowej populacji. W Polsce doszliśmy w pewnym momencie do połowy - mówi prof. Pieńkowski, prezes Polskiego Towarzystwa do Badań nad Rakiem Piersi

Świadomość ginekologiczna wciąż nikła?

Z badań przeprowadzonych podczas trwania kampanii "W kobiecym interesie", wynika, że około 3 miliony kobiet, nie widzi potrzeby regularnych badań ginekologicznych. Ponadto okazuje się, że Polki po raz pierwszy do ginekologa udają się z powodu ciąży. W głównej mierze problem ten wynika z nikłej świadomości własnego ciała i tego, jak, w krótkim czasie może rozwinąć się choroba. Nadal tematyka związana z "tymi okolicami" dla wielu jest tematem tabu i dopóki nie zostanie przełamana, dopóty możemy nie zobaczyć poprawy sytuacji. Aby zmienić nastawienie kobiet do badań profilaktycznych, stale prowadzone są kampanie mające na celu uświadomienie ich ważności, ale o ile sprawdzą się one w dużych czy średnich miastach, o tyle w tych najmniejszych miejscowościach mało która kobieta zdecyduje się podejść, a co dopiero zadać pytania i rzeczywiście skorzystać z badania.

Obawy przed wizytą u ginekologa są najczęściej związane z  dyskomfortem, stresem, skrępowaniem i wstydem. Część z nas, jak wskazują  badania, boi się też, że może dowiedzieć się o chorobie lub otrzymać  negatywny wynik badania. To niestety leży w ludzkiej naturze, że to co  niepokojące, niekomfortowe dla nas omijamy – mówi Maria Rotkiel, psycholog.

Jak widać, w opiece ginekologicznej w Polsce wiele jest jeszcze do zrobienia i nie chodzi tu jedynie o narzędzia, ale w dużej mierze o podejście do pacjentek i prowadzenie takich kampanii uświadamiających, aby mogły one trafić do każdej kobiety, bez względu na miejsce jej zamieszkania czy status majątkowy.