Ostracyzm koronawirusowy

Obserwując działania wszystkich państw świata można odnieść wrażenie, że wszyscy współpracują i walczą z wirusem na równych zasadach. Czy tak jest naprawdę oraz, czy w XXI wieku istnieje coś takiego jak wspólnota i solidarność międzyludzka?


Ostracyzm koronawirusowy

Gdy na początku roku cały świat dowiedział się o epidemii nowego wirusa w Chinach, sprawę zbagatelizowano, nie dowierzano. Wystraszonych obywateli rządzący uspokajali mówiąc, że Chiny są daleko, że to taka grypa, że będzie podobnie jak z epidemią SARS na początku tego tysiąclecia. W momencie, w którym sytuacja wymknęła się spod kontroli, w Wuhan przeprowadzano masowe kremacje, w Europie w bardzo szybkim tempie zwiększała się liczba stwierdzonych przypadków, a izolacja geograficzna nie pomogła, mieszkańcy całego świata musieli zmierzyć się z zagrożeniem. Początkowo większość ludzi wypierała tę wiadomość, nie wierzyła w powagę tego problemu.

Jednym z głównych powodów rozprzestrzeniania się wirusa jest przeświadczenie, że "mnie to nie dotyczy", to inni chorują. Chociaż naukowcy mówią o nawet 70% populacji, która zostanie zarażona, człowiek nadal twierdzi, że znajdzie się w tych 30 zdrowych procentach, chociaż prawdopodobieństwo wskazuje na coś innego. Z tego powodu zagrożenie zostało już na początku zbagatelizowane. Po drugie, bardzo często można spotkać się ze stanowiskiem, że to ONI, TAMCI mają tego wirusa i go przywożą do kraju. Najpierw oczywiście wykluczeni zostali Azjaci, którzy w tym czasie spotkali się z ogromnym wykluczeniem i rasistowskimi zachowaniami, chociaż od 20 lat mieszkają na przykład w Stanach Zjednoczonych. W Europie podobna sytuacja spotkała Włochów. W Polsce ciągle słychać głosy, że to ludność napływowa przenosi wirusa, chociaż od dawna to Polacy zarażają siebie nawzajem i to oni wrócili do kraju chorzy po pobycie za granicą. Rządy różnych krajów, nawet tych zrzeszonych w Unii Europejskiej, prześcigają się i porównują swoją politykę antykryzysową. W debacie publicznej, podkreślają różnice w sposobach przeprowadzania testów czy klasyfikacji ofiar COVID-19. W Polsce oczywiście nadal trwa walka polityczna, upór rządzących i ignorowanie potrzeb obywateli. W tym momencie, do głosu dochodzą naukowcy i lekarze, przedsiębiorcy i ekonomiści, którzy otwarcie i realnie mówią o problemach, jakie wynikną w związku z pandemią. Jednak ludzie nadal są podzieleni.

Mamy wirusa na ulicy!

Ludzie muszą przygotować się na sytuacje, kiedy liczba zakażonych będzie gwałtownie wzrastać, a osoby na kwarantannie pojawiać się w najbliższym otoczeniu. Obecnie, człowiek objęty kwarantanną, traktowany jest jak wróg, zdrajca, zamachowiec, bomba, która za chwilę może wybuchnąć. Najbliższa rodzina chorego spotyka się ze społecznym linczem, wykluczeniem oraz wyzwiskami. Jedynymi, którzy odzywają się do chorego to przyjeżdżający codziennie policjanci. Ze strony najbliższych sąsiadów nie ma mowy o jakiejkolwiek pomocy czy wsparciu. Oczywiście nie można narażać swojego życia, ale warto pamiętać, że w obecnej sytuacji, każdego należy traktować jak zarażonego, nawet siebie, i zachowywać podstawowe środki ostrożności. To nie wirus doprowadzi do największych kryzysów, ale strach, agresja i impulsywne działania. Kradzieże, pobicia i łamanie prawa to nieodłączny element paniki społecznej obecnej podczas upadku gospodarczego. Niestety w najgorszym możliwym scenariuszu ograniczona liczba policjantów i pieniędzy nie będzie w stanie tego zatrzymać. W tym momencie solidarność międzyludzka i wsparcie mogą okazać się bezcenne. To wzajemne zrozumienie i szacunek pomoże wielu tysiącom ludzi uporać się z izolacją społeczną i lękiem. Każdego w końcu dopadną katastroficzne myśli i nieuzasadniony lęk, z którymi najtrudniej uporać się w samotności. Obecna technologia oferuje nam setki możliwości komunikacji i kontaktu z innymi. Niestety ludzie nawet mieszkając z kimś, mogą być samotni. Kluczem do zachowania zdrowych stosunków międzyludzkich i własnego spokoju wewnętrznego jest dokonanie bardzo ważnej zmiany w sposobie myślenia. To nie ONI mają wirusa, to MY wszyscy żyjemy w trakcie pandemii. Globalizacja z jednej strony spowodowała tak szybkie rozprzestrzenienie się COVID-19 na świecie, ale z drugiej może okazać się jedynym sposobem na wygranie z nim. To dzięki międzynarodowym organizacjom, współpracy laboratoriów z całego świata, solidarności międzypaństwowej i wsparcia dla tych najbardziej pokrzywdzonych mamy szansę uratować najwięcej ludzi.