Po co uczyć dzieci patriotyzmu?

Nie ma nic złego w nie-byciu patriotą, ale mimo to polski system oświaty od dziesięcioleci próbuje nam wmówić, że jest to obowiązek każdego Polaka.


Po co uczyć dzieci patriotyzmu?

Od przedszkola mówiono mi, że miłość do ojczyzny to kwestia fundamentalna. Pamiętam te wszystkie akademie z okazji świąt państwowych, na których pięcioletni ja – jeszcze nie do końca rozumiejący, co się wokół niego dzieje – recytował patetyczne wierszyki ku czci. Tak, patriotyzmu nauczyłem się jeszcze zanim zacząłem składać litery w słowa, a te w pełne zdania.

Polska szkoła poświęca dużo czasu na edukację patriotyczną. Na lekcjach języka polskiego omawiamy „Pana Tadeusza” i „Kamienie na Szaniec”, na historii przerabiamy lekko zinfantylizowaną wersję dziejów, co jakiś czas organizując także pełne podniosłości akademie, które mają przypomnieć nam o niezwykle ważnych dla naszego narodu momentach.

Patriotyzm to po prostu działanie dla dobra państwa – czy jego brak oznacza natomiast automatycznie chęć złorzeczenia swojej ojczyźnie? Absolutnie nie, wszak wobec jej potrzeb możemy być całkowicie neutralni. Nie ma nic złego w nie-byciu patriotą, ale mimo to polski system oświaty od dziesięcioleci próbuje nam wmówić, że jest to obowiązek każdego Polaka.

Inną kwestią jest samo zdefiniowanie patriotyzmu jako idei – przecież każdy tę organiczną pracę na rzecz Polski może rozumieć kompletnie inaczej. Patriotyzm został przemielony przez kilkanaście skrajnych interpretacji, tracąc swoją pierwotną uniwersalność. Teraz już nas nie łączy, a dzieli.

Jego obecne znaczenie oscyluje gdzieś pomiędzy sprzątaniem po własnym psie, a okładaniem ludzi baseballem ze względu na ich orientację seksualną. Patriotami nazywają siebie zarówno ci, którzy palili świeczki przed Sądem Najwyższym, jak i ci, którzy regularnie uczęszczają na Marsze Niepodległości. Co więc muszę zrobić, by zostać patriotą? Wyciągnąć sobie z tego średnią?

Której wersji patriotyzmu chcemy uczyć w szkołach? Tej narodowo-katolickiej, gloryfikującej machanie szabelką i podkreślającej, jak ważna jest gotowość do śmierci za ojczyznę? A może tej „fajnej” i nowoczesnej, głoszącej zerwanie z tradycją i zwracającą uwagę na drobne czynności dnia codziennego? Jakiego patriotyzmu oczekujemy?

Wydaje mi się, że obchodzone niedawno trzydziestolecie istnienia III RP, to doskonała okazja, by zadać to ważne, acz kontrowersyjne pytanie:

Po co mamy uczyć dzieci patriotyzmu?

Skoro nie potrafimy nawet dojść do porozumienia, w kwestii tego, czym patriotyzm tak właściwie jest, to w jaki sposób zamierzamy nauczyć go nasze dzieci? W jaki sposób nauczyć kogoś miłości do ojczyzny?  

Warto tu też zadać inne, równie ważne pytanie – po co w ogóle mielibyśmy to robić? Czyż nie byłoby to przekonywanie już przekonanych? Czy patetyczna akademia jest w stanie zmusić kogokolwiek do pokochania swojego państwa? Czy nieustanne powtarzanie o bohaterstwie poległych bohaterów jest w stanie to uczynić? Czy dokona tego kanon lektur, zaopatrzony w całkiem pokaźną ilość polskich mitów narodowych?

Nie.

Jak bowiem możemy wyczytać w „Stowarzyszeniu Umarłych Poetów” N.H. Kleinbaum:  

Jeśli chcesz wychować zagorzałego ateistę, musisz udzielać mu surowych lekcji religii.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO