Przyszłość Parlamentu Europejskiego

Przyszłość Parlamentu Europejskiego

Hasło towarzyszące kampanii do ostatnich wyborów europarlamentarnych rozpoczętej 10 września 2013 roku pod nazwą "This time it's different" stało się adekwatnym opisem do tego, co czeka rozkład sił w wybieranym za trzy miesiące składzie Parlamentu Europejskiego.


Kiedy myślimy o Europarlamencie i o siłach w nim zasiadających, najczęściej chodzi o dwie największe grupy - EPP oraz S&D. Zarówno europejska partia ludowa, jak i socjaldemokraci są obecni w Europarlamencie od 1979 roku, kiedy to mieszkańcy państw członkowskich po raz pierwszy poszli do urn i wybrali jego skład. Razem zjednoczeni, nazywani "The Grand Coalition", zawsze stanowili ponad 50% składu PE. Ale tym razem będzie inaczej.

Zgodnie z przewidywaniami, EPP straci 49 mandatów, a S&D - 61. 110 mandatów zostanie więc rozdysponowane pomiędzy inne grupy, najczęściej zasilając te, które Unii Europejskiej nie chcą widzieć w obecnym wydaniu. Niepoprawnym jest nazywanie ich eurosceptykami. Przeciwników UE na zasadzie wyjdźmy z Unii po Brexicie tak naprawdę nie ma. Wszystkie grupy nazywane eurosceptycznymi (ENF, EFDD, a także ECR i GUE/NGL) chcą Unii, ale Unii w innym wydaniu niż ta, którą znamy dzisiaj.

Skoro centrum się sypie, to naturalne jest, że umacniają się skrajności. Mimo wszystko, największy wzrost najprawdopodobniej odnotuje proeuropejskie, centrowe i liberalne ALDE. To jednak koniec pozytywnych informacji dla zwolenników europejskiej integracji w wydaniu Wielkiej Koalicji. Samo ENF zdobędzie najpewniej 26 mandatów więcej niż 5 lat temu. ECR straci 7, ale nie jest to spowodowane nagłym spadkiem popularności grupy konserwatystów i reformatorów - problem leży w Brexicie i utracie mandatów zdobywanych przez Torysów.

Ciężko przewidzieć co się stanie z EFDD. Wybuchowa mieszanka partii i ruchów pokroju włoskiego M5S, czy też polskiego K'15 powoduje, że rozłam wisi w powietrzu, co zresztą ogłosili już najważniejsi członkowie. Zgodnie z zaprezentowaną poniżej projekcją, EFDD w obecnym składzie zdobędzie raptem 2 nowe mandaty, ale tutaj warto przypomnieć, że tym razem nie będzie z nimi brytyjskiego UKIP. Fakt, że EFDD w przyszłości czeka upadek, jest przesądzony. Jak to jednak wpłynie na rozkład sił w parlamencie jest niemożliwe do przepowiedzenia.

Źródło: Europe Elects

Taki rozkład sił powoduje, że zawiązanie koalicji będzie bardzo, bardzo trudne. S&D+EPP+ALDE, czyli jedna z bardziej możliwych opcji zdobędzie raptem 402 mandaty. Dlaczego mówię raptem? Bo jest to koalicja bardzo trudna do utrzymania w ryzach. Skrajniejsi socjaldemokraci nie zgodzą się na wolnorynkowe pomysły liberałów. Choć nazwanie EPP chadekami z prawdziwego zdarzenia jest sporym nadużyciem, to i tak różni ich od S&D oraz ALDE podejście do spraw obyczajowych.

Kolejnym czynnikiem czyniącym proces decyzyjny nowego parlamentu trudnym jest fakt, że przegłosowanie nowych rozporządzeń, a przede wszystkim - nowego budżetu stanie się naprawdę ciężkim zadaniem. Najważniejsze druki w trwającej obecnie kadencji przechodziły najczęściej większością zaledwie ponad 20 głosów. Wyłamanie się takiej grupki jest raczej niemożliwe, ale w przypadku, gdy koalicja będzie szersza i bardziej podzielona - większość nie będzie się równała z pewnością.

Projekcje i analizy są jednak gdybaniem. Przy obecnej sytuacji geopolitycznej niemożliwe jest dokładne przewidzenie co stanie się po majowych wyborach. Podstawowym argumentem za tym twierdzeniem jest fakt, że wszelkie opracowania są robione na podstawie sondaży przeprowadzanych na poziomie narodowym. Wynik wyborów może nas zaskoczyć i na pewno to zrobi. Jeśli jednak jakimś cudem, projekcja się spełni, to nowy rozkład sił w parlamencie europejskim będzie wyglądać tak:

Źródło: Europe Elects

Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami na ten temat? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE MEDIA