Roma locuta, causa finita - recenzja filmu "Roma" Alfonso Cuarona

Film absolutnie wybitny, epokowy, który odmieni kinematografię na wiele lat – tak zdecydowanie nie powinno zaczynać się recenzji. Ale inaczej się po prostu nie da. „Roma”, w reżyserii Alfonso Cuarona, jest filmem, obok którego nie można przejść bokiem, pisząc konwenanse.


Roma locuta, causa finita - recenzja filmu "Roma" Alfonso Cuarona

Więc do rzeczy. Cuaron w swoim najnowszym filmie tworzy wizję świata, obok której nie można przejść obojętnie, zwłaszcza dlatego, że reżyser zmusza do tego protagonistkę, Cleo, służącą w dość zamożnym domu. Pomimo natłoku zdarzeń dziejących się na ekranie, jedynie nieliczne z nich dotyczą głównej bohaterki, która pomimo bycia w ujęciach na pierwszym planie, zdaje się być niejako obok wydarzeń ukazujących relacje w rodzinie i społeczeństwie meksykańskim. Cleo nie ma okazji prawie okazji być najważniejszą w danej scenie, a gdy już to się dzieje, to są to chwile, w których jej charakter wybrzmieć nie może. Paradoksalnie jest to film o tym, że Cleo nie powinna być bohaterką filmu, gdyż wokół niej odbywają się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, o wiele ciekawsze rzeczy. Służąca staje się więc obiektem obserwowanym niczym lustro, w które patrzymy się, by lepiej zrozumieć, jacy jesteśmy, a w tym wypadku jak patrzymy na specyficzny dla Zachodu świat Ameryki Łacińskiej.

Yalitza Aparicio, aktorka wcielająca się w główną bohaterkę, zdaje się również dostrzegać ów brak partycypacji odgrywanej przez siebie kobiety w filmowych wydarzeniach. Kreowana przez nią postać zdaje się doskonale czuć swoją izolację od reszty i drugoplanowość Cleo w filmowej rzeczywistości. Jej gra jest doskonale minimalistyczna i cicha, niemal całkowicie naturalna.

Świetnie swoją rolę spełniają jednak postacie drugoplanowe. Prócz głównego wątku, dziejącego się wokół rodziny, dla której Cleo pracuje, oglądamy raczej krótkie wycinki związane z ich rzeczywistością, wzbudzające ciekawość, które jednak nie pozwalają na głębsze wejście w ich świat i posiadanie dobrych relacji.

To natomiast, co stanowi główną przemianę na przestrzeni całego filmu, to relacje z rodziną, w której protagonistka służy, przede wszystkim z matką, Sofią, które niemniej jednak nie wprowadzają uczucia wolności i ciepła do życia bohaterki. Ciepło, jakie zdobywa, nie jest jednak jej wolną decyzją, lecz raczej koniecznością wynikającą z wydarzeń. Pomimo dobrego traktowania wciąż nie jest ona istotą samodzielną i znowu, aktorka odgrywająca rolę dosadnie i z dobrym smakiem ukazuje to swoją grą.

To nie jest film, który każdy z miejsca nazwie genialnym i zachwyci się nad surowym pięknem produkcji Cuarona. Jest to jednak film, który każdy powinien obejrzeć, aby przekonać się o swoim stosunku do kina, jak i życia. A niektórzy, jak ja, nazwą go jednym z największych arcydzieł w historii i filmem, który zmienił ich podejście do kinematografii.