Korporacje kradną nam pieniądze – czyli rzecz o skurczflacji

Inflacja nie dotyka raczej państw świata zachodniego. Podobnie zresztą z deflacją czy stagflacją. Wszystkie wskaźniki trzymają te trzy zjawiska na w miarę umiarkowanym poziomie. Późny kapitalizm wygenerował jednak nowe zjawisko, które staje się coraz powszechniejsze. Jest nim skurczflacja.


Korporacje kradną nam pieniądze – czyli rzecz o skurczflacji

Terminów ekonomicznych, które składają się ze słowa inflacja jest w naszym języku naprawdę sporo. Jednakże, w dzisiejszych czasach inflacja nie dotyka raczej państw świata zachodniego. Podobnie zresztą z deflacją czy stagflacją. Wszystkie wskaźniki trzymają te trzy zjawiska na w miarę umiarkowanym poziomie. Późny kapitalizm wygenerował jednak nowe zjawisko, które staje się coraz powszechniejsze. Jest nim skurczflacja.

Skurczflacja (ang. shrinkflation) – pod pojęciem skurczflacji kryje się wzrost cen produktów, zazwyczaj jedzenia, który jest osiągany w dość nietypowy sposób. Jednym z wielu sposobów producentów żywności jest zmniejszanie opakowania jednostkowego, bądź też różnorakie formy zubożenia produktu (np. zmniejszenie procentowego udziału najdroższych składników produktu, wprowadzenie składników o niższej jakości, bądź też wprowadzenie „polepszaczy”, itp.).

Co ciekawe, choć zjawisko to zyskuje na popularności ostatnimi czasy, to nie jest wcale nowe. Ekonomistka Pippy Malmgren przekonuje, że dzisiejsi producenci naśladują swoich poprzedników z lat siedemdziesiątych minionego wieku. Wówczas bowiem zachodziły podobne przemiany na rynku. Malmgren ostrzega jednak, że tak jak wówczas, tak i dziś, zbyt daleko posunięta skurczflacja może być przepowiednią powrotu prawdziwej inflacji.

Przykłady

Przykładów nieetycznych zagrań, głównie międzynarodowych korporacji, jest naprawdę wiele. Te, przedstawione niżej, dotyczą tylko Wielkiej Brytanii:

  • W roku 2oo9 Mars zredukował wagę swojego batonika z 62.5 gramów do 58 przy zachowaniu wcześniejszej ceny[1]. Inne batoniki również podrożały przy jednoczesnym uszczupleniu ich wagi, jak pokazuje poniższa infografika:
  • W roku 2010, firma Kraft, właściciel m.in Cadbury, zredukowała liczbę torebek herbaty Tetley ze stu do 88, przy jednoczesnym zachowaniu wcześniejszej ceny. Jednocześnie zmieniła ona również gramaturę popularnej czekolady Toblerone z 200g do 170g. Sześć lat później, Mondelez, czyli podmiot rynkowy zależny od koncernu Kraft, znów doprowadził do zmiany gramatury Toblerone, redukując ją do 150g.
  • Nie tylko Toblerone zostało okrojone. Kolejnym przykładem jest Milka sprzedawana na rynku czeskim. Tam doszło do jeszcze większego absurdu. Dwie popularne czekolady - mleczna i z bakaliami - zostały pomniejszone o 30g nie informując o tym klientów ani na opakowaniu ani w cenie. Triolade od Milki zmniejszono z 300 do 280g. Mimo to, wszystkie te łakocie pakowane były w te same opakowania, co przed zmianą rozmiaru tabliczki.

Ten wykres pokazuje zmiany w cenach i gramaturze produktów w Wielkiej Brytanii w latach 2012 - 2017:

Na niebiesko - wzrost cen; na żółto - redukcja wielkości produktu

W Polsce również borykamy się ze zmianami gramatury produktów bez redukcji ich ceny. Sztandarowym przykładem jest masło. Kiedyś, kostka masła ważyła 250g - dziś jest to tylko 200g, przy zachowaniu takiej samej, niezwykle wysokiej jak na ten produkt ceny.

Czemu tak się dzieje?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Teoretycznie, można by zakładać, że takie działania mają głębszy sens i podwyżki cen urządzane nam przez globalne korporacje to normalny zabieg rynkowy spowodowany wzrostem kosztów. Dałoby się to logicznie obronić, bowiem od kilku lat światowy rynek mleka i produktów mlecznych przechodzi kryzys. Takie rozumowanie jest jednak błędne, bowiem wzrastają ceny wszystkich produktów - nie tylko tych, które zawierają pochodne substancje mleczne lub mlekopodobne - np. herbata lub Coca Cola. Poza tym, nie wszystkie batony odnotowały taki wzrost ceny w stosunku do gramatury, bowiem zjawisko skurczflacji można zaobserwować głównie w przypadku produktów oznaczonych logiem największych światowych producentów (których mimo wszystko byłoby przecież stać na obniżenie cen wraz z obniżeniem masy towarów).

Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze - to ludowe przysłowie sprawdza się tu idealnie. Cięcie kosztów jest skutkiem dążenia do maksymalizacji zysków, a nie etycznym zagraniem rynkowym ze strony producentów. To zresztą nie pierwszy raz, kiedy globalne korporacje zachowują się w ten sposób. Oby następnych razów było jednak już tylko mniej, a najlepiej w ogóle.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO