"Tylko nie mów nikomu" wiele miesięcy po premierze

Po miesiącach warto wrócić do dokumentu i pochylić się raz jeszcze nad jego wagą i jakością.

"Tylko nie mów nikomu" wiele miesięcy po premierze

Wiele o tym filmie powiedziano, bo emocje wzbudził, zdaje się, we wszystkich obywatelach Polski. Dokument braci Sekielskich, który miał gorzko rozliczyć pedofilię w Kościele Katolickim zyskał ogromną popularność i stał się przyczyną ogólnokrajowych dyskusji. Czy jednak słusznie?

Sam w dniu premiery napisałem bardzo pozytywną recenzję filmu. Wspominałem, że jest on niezwykle ważny, doceniałem pracę włożoną w obraz i wskazywałem, jak przykry i pesymistyczny jest powrót do świata, gdzie opisywane zdarzenia wciąż się dzieją. Czy jednak dziś mogę z czystym sumieniem mówić o "Tylko nie mów nikomu" tak pozytywnie? Czy może też uległem zbiorowej fascynacji?

Zainteresowany, obejrzałem ponownie dokument Sekielskich. I muszę przyznać, że jest to wciąż kawał naprawdę dobrej roboty. Tylko... no właśnie, czegoś mi tu brakuje. Zarówno przed pierwszym, jak i drugim seansem wiedziałem dokładnie, jaki będzie temat - księża molestowali i gwałcili dzieci, a wyżej rangą hierarchowie nie przedsięwzięli odpowiednich kroków, by temu zapobiec, czy nawet jawnie chronili pedofilów.

I cóż, dostaliśmy po prostu tylko to, co opisałem. Ot, kilka dobrze opisanych przypadków ofiar, sprawców, adwokatów i działań na rzecz ofiar. I choć może to zabrzmieć niewdzięcznie, jest to jednak... mało. Podobne sprawy były wielokrotnie opisywane przez inne media i "Tylko nie mów nikomu" nie wnosi żadnej nowej jakości w dyskusji.

Uczciwość nakazuje powiedzieć, że jest to w dużej mierze wynik braku istotnych informacji z wewnątrz struktury Kościoła. Nie można zarzucać tego twórcom, jednak należy to odnotować, choćby na przyszłość, żeby ktoś zajął się jeszcze tym tematem.

Wciąż podtrzymuję jednak swoją opinię sprzed miesięcy, że surowa, generyczna oprawa audiowizualna filmu mi nie przeszkadza. Nie jest to typ tematu, który powinno się poruszać w pięknych kolorach i w idealnych ujęciach. Do okrutnej treści pasuję to doskonale i jakakolwiek krytyka zdaje się być nie na miejscu.

Jest to jednak dokument niezmiernie ważny. Ogromny sukces w oglądalności, rzadki, powszechny zachwyt w całym internecie (niektórzy zapaleńcy domagali się nawet nominacji do Oscara) to fakty, z którymi nie wolno polemizować. Sekielscy otworzyli oczy milionom - lecz tylko od tych milionów zależy, czy zdecydują się je zamknąć i unikać prawdy.

Ale nie jest to dokument wybitny. Jedynie dobra robota, która przebiła się przez nazwisko reżysera, ogromną zbiórkę i darmowy dostęp.

I tak należy patrzeć na "Tylko nie mów nikomu". Bo, nawet jeśli nic się nie zmieni przez tę okrutną opowieść, pozostaje mieć nadzieję, że jego przesłanie i charakter udzielonych informacji pozostanie żywy w społeczeństwie i pomoże powoli budować lepsze jutro.


Subskrybuj nas: Google News | Feedly



Chcesz wiedzieć więcej? Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE DZIENNIKARSTWO


Share Tweet Send
0 Komentarze
Loading...