Utøya, a Bastøy

Breivik to zamachowiec, który zabił prawie sto osób. Dziś mieszka w wygodnej celi z PSem 3. Może to denerwować, ale jaka jest druga strona medalu? Czy resocjalizacja faktycznie zawiodła?


Utøya, a Bastøy

W cyberkulturze szeroko rozpowszechniony jest obraz Andersa Breivika (od 2017 roku Fjotolfa Hansena), słynnego norweskiego zamachowca. Po tym, kiedy
dopuścił się on dwóch zamachów motywowanych politycznie, które miały miejsce kolejno

  • w Oslo, gdzie zabił 8 i zranił 15 osób
  • na wyspie Utøya, gdzie zabił 77 i zranił 110 osób

miał, nie stawiając oporu, pójść do więzienia na 21 lat, gdzie czekać go miały same luksusy. Mawia się również, że wszystko to jest swoistym absurdem skandynawskiego systemu więziennego i idei resocjalizacji.

Pojawiają się memy, m.in. takie jak te:

albo artykuły takie jak ten, które wyśmiewają każdy kolejny ruch państwa norweskiego – kiedy to np. sąd przyznał mu rację, gdy ten skarżył się na swoje warunki, mówiąc o za starej już konsoli, czy braku dostępu do Internetu.

I faktycznie, trudno jest się nie wkurzyć, gdy słyszymy o przypadkach takiego odczłowieczenia. Możliwe też, że Norwegowie przesadzili konstruując takie, a nie inne prawo – może przestępca powinien pracować na rzecz rodzin tych ludzi, a może nie powinni dawać mu nowej konsoli.

Mimo wszystko jednak, skrajne przypadki nie mogą sprawić, iż założymy klapki na oczy i zaczniemy ignorować statystyki. W poniższym artykule zaprezentuję drugą stronę medalu i to, co sprawia, że Norwegia wcale nie wypada tak blado, jak niektórzy myślą, jeśli mówimy o więziennictwie.


Wiele osób słyszało o wyspie Utøya, a mniej o Bastøy, czyli odważnym eksperymencie pokazującym, że resocjalizacja nie jest taka zła, jak ją niektórzy malują. Jest to mała wysepka, na której w 1982 roku otwarto zakład karny, kierujący się nietypowymi zasadami.

Po pierwsze, docenia się tam wartość, jaką niewątpliwie jest ochrona środowiska. Więzienie zasilane jest energią słoneczną, jedzenie się nie marnuje, a wszystko, co się da jest przekazywane do recyklingu.

Źródło: spendit.pl

Po drugie, więźniowie cieszą się wieloma swobodami i mają dostęp do przeróżnych rozrywek. Po ośmiogodzinnej pracy, mogą oni oddać się wszelakiej maści przyjemnościom. Mogą pograć w piłkę, tenisa czy pojeździć konno. Mogą oddać się kontemplacji dzieł kultury czytając książki lub oglądając filmy. Gdy tylko zechcą, mogą nawet leżakować. Nie ma też mowy o żadnych kratach, celach czy więziennych strojach. Każdy ubiera się jak chce i ma własny pokój.

Brzmi to jak koszmar mściwej prawicy, która najchętniej pozabijałaby wszystkich morderców, a przestępców "mniejszego kalibru" po prostu powsadzałaby do ciemnych, klaustrofobicznych cel. W końcu, kierując się zdrowym rozsądkiem, doszlibyśmy do wniosku, że wysoka kara musi odstraszać, a więźniowie powinni dostawać jedynie miskę z ryżem. Ponadto, gdyby otworzyć więcej takich więzień, budżet by pękł i zapanowałaby anarchia, chaos.

Nic bardziej mylnego. Po dokonaniu krótkiego fact-checku okazuje się, że poziom recydywy jest tam najniższy w całej Europie, bo wynosi 16% w kontraście do 70% jako średniej dla reszty państw. Koszty utrzymania są tu natomiast porównywalne do więzień "tradycyjnych".

Nie dochodzi tam też do żadnych morderstw, walk, czy też buntów mimo tego, że osadzeni mają dostęp do ostrych narzędzi, jak piły mechaniczne lub topory. Może po prostu wystarczy zaufać? Może po prostu wystarczy szanować więźniów i traktować ich jako ludzi? Osadzeni powinni podejmować się jakiejś pracy, ale jednocześnie muszą żyć w normalnych warunkach i mieć dostęp do jakiejkolwiek rozrywki i samorozwoju. A to jest na to żywy dowód.


Alternatywa jest miejscem swobodnej dyskusji i wymiany opinii. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze.

Chcesz podzielić się z nami swoimi przemyśleniami na ten temat? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.