Zaproszenie na lunch - "Jojo Rabbit" [RECENZJA]

Jeśli nie macie problemu z ostrym, niezwykle kreatywnym, ale osadzonym w okrutnych realiach humorem, znajdziecie w "Jojo Rabbit" rezonującą na wielu płaszczyznach historię, która nie pozwoli się nudzić nawet na minutę, a której ciężko nie nagrodzić oklaskami po seansie.


Zaproszenie na lunch - "Jojo Rabbit" [RECENZJA]

Muszę się do czegoś przyznać. Za każdym razem, gdy idę na film, którego reżysera znam z innych dzieł i na który czekam, robię coś w rodzaju recenzji przed samym seansem. Tak było i w tym przypadku. W recenzji tej pisałem o szaleństwie godnym "Nagiego Lunchu" Burroughsa, które prowadzi nie tylko do wzbudzenia śmiechu i ciekawości u widza, ale też pozwala na oddanie metaforycznie swojej opinii na sprawy o wiele poważniejsze. Pisałem o tym, że Waititi podnosi w najnowszym dziele kwestię granicy kreatywności w sztuce w sposób nieoczywisty, samoświadomy i autoironiczny. I miałem rację - dostałem wszystko, czego oczekiwałem, tylko bardziej - i dostałem jeszcze więcej niż to. "Jojo Rabbit" to dzieło nowatorskie, pozbawione hamulców i doskonale rozumiejące swoją własną historię.

Żeby jednak nie było tak kolorowo, zacznijmy od tego, co można uznać za wady. Główny zarzut, jaki można postawić obrazowi Waititiego odnosi się do miejsca w czasie i przestrzeni, w jakim dzieje się opowieść. Reżyser nie zna umiaru w żartach z nazistowskich Niemiec i takie branie humoru z oczywistego źródła może razić niektóre osoby, ale twórca "Co robimy w ukryciu" znalazł tyle prześmiesznych sytuacji, jakie można umieścić, że oburzanie się o to nie ma żadnego sensu.

Jeśli więc nie macie problemu z ostrym, niezwykle kreatywnym, ale osadzonym w okrutnych realiach humorem, znajdziecie w "Jojo Rabbit" rezonującą na wielu płaszczyznach historię, która nie pozwoli się nudzić nawet na minutę, a której ciężko nie nagrodzić oklaskami po seansie.

Film Taiki Waititego opowie wam o pierwszej miłości, odpowiedzialności, walce z reżimem, dojrzewaniu, radzeniu sobie z przeciwnościami losu, odejściu od uprzedzeń, walce z samym sobą i o wielu innych kwestiach, które przejdą wam przez myśl, gdy poznacie przerysowany świat przedstawiony i zarysuje się fabuła. Zrobi to z niezwykłą wręcz łatwością w tworzeniu kolejnych metafor, które następnie zburzy, aby z leżących na podłodze, zniszczonych części zbudować kolejną sytuację, z którą będą musieli się mierzyć bohaterowie wraz z towarzyszącymi im żartami z hailowania czy nazistowskiej niechęci do Żydów.

I wiem, że ta recenzja jest dość krótka, ale naprawdę, nie wydaje mi się, by trzeba było mówić więcej - po prostu oczekujcie na dzień premiery i idźcie na pierwszy seans, na jaki macie czas.


Subskrybuj nas: Google News | Feedly



Recenzje w jednym miejscu. Polub i obserwuj nas na Facebooku. Jesteśmy także na Twitterze. Zapraszamy na naszą grupę dyskusyjną.

Chcesz opublikować swoją recenzję? Jeżeli tak, wyślij email do naszej redakcji.

WSPIERAJ NIEZALEŻNE MEDIA